Zdałem sobie dzisiaj sprawę z pewnej bardzo istotnej dla mnie sprawy światopoglądowej, dlatego śpieszę się nią z Wami podzielić mimo, że mam huk bardziej pilnej pracy. Otóż, każdy kto interesuje się polityką i / lub historią najnowszą jest zaznajomiony z terminem trzecia droga. Koncepcja ta została spopularyzowana w latach 90. XX wieku m.in przez takich polityków jak Tony Blair czy Bill Clinton, a oznacza ni mniej ni więcej a (za Wikipedią):
system społeczno-gospodarczy pośredni między kapitalizmem a socjalizmem. Zwolennicy „trzeciej drogi” uznali, że oba systemy mają zarówno wady, jak i zalety, i że możliwe jest zbudowanie systemu, w którym zostałyby połączone pozytywne strony kapitalizmu i socjalizmu.
Ale zaraz, miało być o światopoglądzie, a jest o polityce. Bo widzicie drodzy Czytelnicy, zobaczyłem trzecią drogę dla postrzegania religii, sumienia i ich wolności. W Polsce mamy w zasadzie system dwupoglądowy w odniesieniu do religii. Z jednej strony mamy wszelkiej maści teistów, zaś z drugiej ateistów i różnorakich kontestatorów. Gdzie tu miejsce na trzecią grupę? Już wyjaśniam, lecz w tym celu będę musiał posłużyć się… mitologią.
Otóż, mimo że powszechna jest niewiara w antyczne bóstwa greckie czy rzymskie, nikt nie śmie wątpić w ogromny wpływ jaki miała tradycja hellenistyczna na kształtowanie tego co dzisiaj w Europie (,a do pewnego stopnia także w Amerykach) nazywamy kulturą wysoką. Analogiczna sytuacja występuje w wypadku tradycji judeochrześcijańskiej. Nie trzeba wierzyć w Pana Jezusa, ani innego Mojżesza, żeby doceniać ich wartość w procesie kształtowania postaw, które są dzisiaj istotne z punktu widzenia społeczeństwa. I przyznam szczerze, że odetchnąłem z ulgą, wpadając na trzecią drogę, ponieważ jako zadeklarowany agnostyk miałem pewien problem z przywiązaniem do niektórych elementów kultury o wyraźnym rodowodzie chrześcijańskim. Takimi elementami są na przykład piosenki Jacka Kaczmarskiego z albumu Raj a w szczególności linkowane już Strącenie aniołów, do którego wykonałem nawet angielskie tłumaczenie, czy Stworzenie świata, którego zaraz będziecie mogli posłuchać