Spider-man 3 review

Nie pierwszy raz, oglądając film miałem nieodpartą ochotę spisać swoje przemyślenia wynikające z tegoż seansu… Tak się stało w wypadku trzeciej odsłony przygód Spider-mana… Powstała z tego minirecenzja:

Chociaż wklejam ten tekst dopiero w sobotni wieczór, zacząłem go pisać w czwartek przed godziną trzynastą, kiedy to skończyłem oglądać Spider-mana 3. Gdybym miał oceniać film od strony merytorycznej to wypadłby on kiepsko… Przyznam szczerze, że nie wiem jak to było z komiksem, bo czytałem tylko parę odcinków, ale za to byłem fanem, jeżeli można to tak nazwać, serialu animowanego. Śmiem zatem przypuszczać, że kreskówka lepiej odzwierciedlała historię z komiksu i scenarzysta / reżyser popełnili kilka niewybaczalnych błędów.
1. Peter Parker z kreskówki wytwarzał sobie chemiczną pajęczynę, którą strzelał ze specjalnie przygotowanej „wyrzutni”, na początku filmu widzimy go, kiedy spogląda z M.J. w niebo z rozpiętej nad ziemią pajęczynki, ale kiedy schodzi z niej, wypuszcza ją bezpośrednio z rąk (nie ma wtedy na sobie stroju i wygląda to tak jakby strzelał pajęczyną z dłoni)
2. Peter nie miał „czapeczki z symbionta”, jak to sugerują scenarzyści filmu. Kiedy już raz połączył się z symbiontem, pozostawali jednym ciałem, a kiedy Parker chciał pokazać swoją twarz, część symbionta okalająca jego głowę „zapadała się w sobie” (coś jak na filmie u Brocka)… Na początku myślałem, że to uproszczenie jest efektem braku możliwości wykonania takiego efektu, ale kiedy jednak się udało, to ekipa nagrabiła sobie u mnie.
3. Nie przypominam sobie, aby Spider-man kiedykolwiek poprosił o pomoc Zielonego Goblina, podobnie jak nie przypominam sobie, aby w serialu ten ostatni zginął… I ten punkt najbardziej mnie degustuje, bo nie lubię takiego naginania fabuły pod publiczkę…
Z drugiej strony jednak, dzięki temu zabiegowi udało się upchnąć parę mądrych słów, które robią na mnie wrażenie jako na humaniście:
Cokolwiek staje nam na drodze… Jakiekolwiek bitwy musimy stoczyć wewnątrz siebie, zawsze mamy wybór. [...]To wybory czynią nas tym, kim jesteśmy. I zawsze możemy wybrać to,co jest właściwe.

Hollywoodzkim filmom brakuje wartości parenetycznych, a jest to bardzo potrzebne zwłaszcza, że na takie filmy jak Spider-man do kina chodzą dzieciaki, żeby się w jakiś sposób lansować i odmóżdżać. Cieszy fakt, że scenarzyści postanowili umieścić coś, co może chociaż jednemu dzieciakowi na stu, da do myślenia… W skali od 1 do 6 (z plusami i minusami), po prostu trzy… Zupełnie przeciętnie.

Jedna odpowiedź do “Spider-man 3 review”

  1. Aiglon pisze:

    Owszem poprosil i owszem goblinz ginal. Mial nastepnce a pozniej wporocil. Calosc narysowana przez boskiego Todda jeszcze na poczatku lat 90 … ;-) POza tym serdia o symbioncie to jest laaadnych kilkanascie tomow jak nie wiecej a upchali to w jedno ;-) NIe wymagaj za duzo od amrykanskiej rorywki ;-)

Dodaj odpowiedź