“You’ll never see me fall from grace…”

Tytuł tej notki to moje pobożne życzenie, związane ze wszystkimi, którzy znają mnie jako twórcę… A skąd się wziął? Z mistrzowskiego, moim zdaniem, wykonania piosenki „Freak on a leash” Korna, z gościnnym udziałem Amy Lee… Sentyment do tej piosenki miałem już wcześniej, ale Amy pasuje tam świetnie… Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał, to najwyższa pora usłyszeć zaznaczę, że pomimo sentymentu do Amy nie słucham takiej muzyki zbyt często i jeżeli coś już robi na mnie wrażenie to jest wartościowe… Apropos tytułowej potęgi, warto wspomnieć o potędze miłości:

Kiedy będziemy umierać (2.2.2006)

I kiedy dopełni się to co nieuniknione…
Czy będę żył czy moja dusza będzie już poza materialnym domem
Spojrzę w górę i we wspomnieniach utonę
I złączę ducha z Twoim raz jeszcze,
Uformuję dłonie w przyjacielskim geście
I nasłuchiwał będę kroków Twojej duszy w liści szeleście
I zamknę oczy z nadzieją, że znów zobaczę jak Twe usta się śmieją

Kiedy mnie wyśmieją
Wszyscy ateiści
Ja zostawię ich i odejdę spośród zgliszczy
w Edenu krainę, zanurzając się w nią będę miał raźną minę

A jeśli pierwszy zginę,
Nie chcę łez, daj mi ostatni uśmiech,
wtedy spokojnie i w nadzieji usnę…

Jedna odpowiedź do ““You’ll never see me fall from grace…””

  1. Mer pisze:

    Kawałek świetny… O_o Aż dziwne, że wcześniej nie slyszalem…

Dodaj odpowiedź