Udało mi się odzyskać wszystkie dane (chyba, że coś przeoczyłem
), więc mogę być z siebie dumny, jak sądzę… Ostatnio żyję dość intensywnie, co należy rozumieć raczej jako poświęcanie głównych pokładów sił witalnych na poprawianie ocen… Jako że taki tryb życia sprzyja Pani Migrenie, a i ostatni wiersz jakim Was uraczyłem był właśnie o niej, pozwolę sobie pójść tym tropem:
O Migrenie raz jeszcze (27.6.2006)
Zbliża się
Chociaż oczy mam zamknięte
reaguję szybszym tętnem
bo już czuję jej oddech na karku
mija moment kładzie mi rękę na barku
Zaraz wbije mi paznokcie do głębi
w szyi zanurzy białe zęby
Przekaże te bodźce do głowy
bo usłyszeć chce mój skowyt
Migrena wieczna zwyciężczyni
czekam cóż złego mi uczyni
bo wprost kocha pastwić się nade mną
lecz te chwile bólu nie były nauką daremną
Kwesia, czy zdążę jej się wyrwać
czy po raz kolejny ze mną wygra
Dla własnej uciechy z ludźmi igra
Traktuje ich jak zabawki
I śmieje się głośno, gdy błagają, aby ich dobiła
Jeszcze nigdy nikomu tej przysługi nie wyświadczyła
Dlaczego Odpowiedź prosta
Gdyby to zrobiła na śmierć by się zanudziła
Migrena, ueeh, paskudna sprawa, zwłaszcza przy 8 godzinach w budzie…