W jednym z pierwszych wpisów umieszczonych na tym blogu, zachwycałem się ścieżką dźwiękową z filmu „Requiem dla snu”, dzisiaj mogę już zapoznać Was z utworem, który powstał pod wpływem wspomnianej melodii… Wprawdzie jest ona po trosze narkotyczna, co wcale nie dziwi, kiedy się obejrzy film, ale skłania do głębokich przemyśleń egzystencjalnych (przynajmniej mnie skłoniła)
Requiem dla snu (16.4.2007)
Nie dziw się że nie rozumiesz
Jesteś tylko człowiekiem
Wydaje się że już coś umiesz
Okazuje się to przebrzmiałym echem
Czy będziesz czymś więcej
Zobaczymy
Lecz zadecydują o tym słowa twe i czyny
Życie labiryntem w którym tak łatwo zgubić drogę
Sceną na której łatwo roztrzaskać łeb o podłogę
Toteż dziś piszę to Requiem dla snu
Nie po to żeby spadły czapki z głów
Wsłuchuję się w niepokój
Wyrażony tak klasycznie
a w niespokojnej głowie kłębią się myśli liczne
Wiem że możesz przyjść nagle i odebrać mi sens
Zanim jeszcze na dobre go odnajdę
Upadam wstaję idę dalej
Chociaż nie wiem czy gdziekolwiek zajdę
Stąd to requiem
bom kapłanem Słowa i bratem snu co daje ukojenie
Przemykają nocą cienie
Lecz nie boję się bo już je znam
A sen łechtany tym przedziwnym nabożeństwem
Zabije mnie
lub da mi szczęście
Jeden z Twoich lepszych wierszy… brawo.