Właściwie ten wpis miał ujrzeć światło dzienne wczoraj, ale szczerze nie chciało mi się tu nic pisać. Czuję się jak w ósmym kręgu piekła, z epitafium z poprzedniej notki, życie bez puenty, to jedna z gorszych mentalnych tortur jakie sobie wyobrażam…
Walka z wiatrakami (6.4.2006)
Kiedy gubię to Słońce, gdzieś pośród chmur
Chcę sforsować głową ten gruby mur
który dzieli mnie od Ciebie
choć chciałem być przy Tobie w bogactwie i w biedzie
Byś czuła moją obecność w każdej nagłej potrzebie
Jak przysięga małżeńska to brzmiało
Mniej i więcej oznaczało
Bo to co nas łączyło z przyjaźni się zbudowało
Co zdawała się być od spiżu trwalsza
Dziś coś rujnuje ten mocny materiał
lecz to już sprawa dalsza