Zdalnie

Fakt, ostatnio więcej tu komentarzy niż prezentacji twórczości wyższej, ale zwyczajnie mam potrzebę odniesienia się do pewnych spraw. Wczoraj późnym wieczorem obejrzałem na TVNie jakąś powtórkę Kuby Wojewódzkiego. Doprawdy, tym razem „najmniejszemu z jurorów Idola”, jak go określił kiedyś Łona, towarzyszyło doborowe towarzystwo w osobach Iwana Komarenko i Marcina Millera (?), lidera grupy (, bo nie ośmielę się tego nazwać zespołem muzycznym) Boys. Dlaczego o tym piszę? Bo wiedząc kogo Kuba zaprosił obejrzałem program z ciekawością. Wiecie czego tak naprawdę chciałem się dowiedzieć? Czy to, że ci dwaj panowie przyjęli zaproszenie największego drapieżnika współczesnych mediów, było przejawem skrajnej odwagi czy skrajnej głupoty. i jak to Kuba ładnie określił „parcia na szkło”. Wyszło na to drugie, bo ofiarom Wojewódzkiego nie udało się zbudować sensownej linii obrony, co pozwoliło mu szczypać czepiając się słów. Co ciekawe Iwan powiedział, że szanuje Peję, bo udało mu się zrobić karierę. Widać, że Rosjanin nie oglądał „Blokersów”, gdzie Peja nagrywał nielegala w pokoju z pecetem, deckiem, mikrofonem powleczonym starą pończochą i łóżkiem. Niewielkie ma też nasz wschodni przyjaciel na temat sceny hip-hopowej w Polsce i tego, kto zrobił karierę.

U pana M.M ukłuło mnie, że człowiek ten uzurpuje sobie miano artysty. Ok, jeżeli dane sprzedaży płyt czy frekwencja na koncertach wskazują, że może mówić o sobie „gwiazda”, nie przyczepię się do tego, ale artyzmu nie ma w jego gwiazdorstwie za grosz i wydaje się, że prowadzący program był podobnego zdania, Miłą przeciwwagą dla obu megalomanów jest Ania Dąbrowska. Nienachalna, soulowa, uspokajająca, mimo że trafia do mas. Właśnie przesłuchałem jej ostatni album („Kilka historii na ten sam temat”) i jest to bodaj pierwszy wynalazek mojej siostry, którego nie wstydziłbym się pokazać na lastfm. Teksty poprawne językowo (nie jak „pytam się gwiazdy” Rubika) i skłaniające do refleksji (nie jak u Dody, Mandaryny czy innej Gosi Andrzejewicz). Naprawdę miła odskocznia od rapu. Polecam.

A na koniec odniesienie do tytułu, jest to pierwsza notka, którą napisałem bez użycia przeglądarki, mianowicie dzięki linuksowemu „Blog Entry Poster”

7 odpowiedzi do “Zdalnie”

  1. Mer pisze:

    Nie mam zbytnio chęci odnosić się do bredni gości Kuby… ;] Obejrzyj sobie w wolnej chwili na Youtube odcinek z Peją. Kabaret istny.

  2. Ickam pisze:

    Tak się składa, że widziałem odcinek z Peją, chyba nawet w TV. Swoją drogą sam Wojewódzki zdaje mi się jakąś dziwaczną mutacją antycznego sofisty, potrafi pojechać konkretnie wszystko. Dziwie się jedynie Peji, że zgodził się wystąpić u tego samego gościa co Mezo, to do niego niepodobne :P

  3. Ewa Gabriela pisze:

    Niestety nie oglądałam tego odcinka Kuby, co oczywiście jest do nadrobienia z pomocą youtube :) . Skoro polecasz to zapewne warto zobaczyć :) . Odniosę się jednak do Ani Dąbrowskiej. Jest mi bardzo miło czytać, że mimo iż jesteś tak wybredny to podoba Ci się twórczość jednej z moich ulubionych wokalistek (a jeśli idzie o polskie to nawet ulubioną). Podziwiam tę dziewczynę- jest naprawdę zdolna (w odróżnieniu od jakichś Dod czy Mandaryn), jej muzyka jest inna niż reszta tego, co się w Polsce tworzy. Moim zdaniem jest jedyną naszą rodzimą wokalistką, która mogłaby startować na światową scenę. Ach, aż mnie naszło natchnienie, żeby sobie posłuchać :D . Pozdrawiam.

  4. Ickam pisze:

    Cóż, uwagę o wybredności muzycznej pozwolę sobie potraktować jako komplement, mimo że chyba miała ona inne zadanie. Co zaś się tyczy Ani, to zawsze będę cenił wokalistki jej pokroju (tzn. takie, które wykorzystują do zaistnienia w show biznesie swoje umiejętności i doświadczenia życiowe, a nie powierzchowność, choćby nie wiem jak niebanalną była). Jeżeli chodzi o artystki zachodnie to czymś podobnym może mi zaimponować chyba tylko Nelly Furtado, która może jest od Ani nieco śmielsza w kwestii eksponowania swojej kobiecości, ale nadal stawia ją na drugim miejscu, nie wzniecając wokół siebie sztucznego rozgłosu.

  5. musztarda pisze:

    Ale nie zaprzeczysz Marek,że Boys to jednak fenomen na polskiej scenie muzycznej..Mało jest zespołów,które mogą pochwalić się tak wielkim sukcesem na rynku muzycznym.Niby nie grają ich w radiu(bo wstyd)niby nikt nie słucha ich płyt i niby nikt nie przychodzi na koncerty,a ciężko jest znaleźć w Polsce człowieka,który choćby raz nie słyszał ich piosenki:)Dlatego moim zdaniem zasługują na szacunek.Co więcej mnie Marcin Mcośtam przekonał do siebie jako do osoby i nie zauważyłam u niego ‘megalomanii’ ani ‘parcia na szkło’,które Cie tak zdenerwowało.Wydaje się być takim miłym,prostym facetem,któremu sukces w głowie nie poprzewracał.
    o tyle chciałam powiedzieć :)

  6. musztarda pisze:

    a i tak jeszcze zaznaczę,że fanką Boysów nie jestem od kiedy skończyłam 8 lat,czyli od dawien dawna :)

  7. Ickam pisze:

    Dlatego też napisałem, droga Martynko, że jeżeli chce o sobie mówić, że jest gwiazdą, to fajnie, ale bycie artystą to coś więcej. Mam cywilną odwagę powiedzieć, że słyszałem parę jego piosenek, a nawet pewnie znam jakieś wyrywki tekstów, ale nie zmienia to faktu, że nie każdy kto ma posłuch jest artystą. Sztuka to zawsze coś ambitnego, niosącego ze sobą głębszą treść. Jeżeli potrafisz zrównać teksty Boysów, z nie przymierzając Goethem, Krasickim, Mickiewiczem, czy dowolnym innym pisarzem, poetą, muzykiem, malarzem czy innym artystą to będę się kłócił. Co się tyczy szacunku to owszem należy się im, ale nie dlatego, że zrobili karierę tylko dlatego, że z założenia szacunek należy się wszystkim ludziom. Miller może jest nieco pokorniejszy, Iwana widać wszędzie. Z tym, że mogę nazwać Millera stosunkowo skromnym człowiekiem, ale po raz kolejny, nigdy artystą
    Czy to, że PiS omamił w poprzednich wyborach ponad połowę głosujących, znaczy że zasługuje na jakiś nadzwyczajny szacunek, mimo że ich pomysły są głupie? Podobnie ma się sprawa z piosenkami Boysów, przynajmniej dla mnie. Ale to jest moje zdanie

Dodaj odpowiedź