Cóż, nie mogę być dumny z częstotliwości pisania, ale ostatnio byłem w rozjazdach, a kiedy już byłem w domu to miałem mocno ograniczoną pulę czasową lub głowę zaprzątniętą innymi rzeczami. Owoce wakacji to dwa wiersze i zapalenie płuc. Znów nie ma powodu do dumy, dwa wiersze to niezbyt dużo na dwa miesiące, a zapalenie płuc też nie obliguje mnie do bycia dumnym, ale dość gadania:
Kiedy Pustka nosi moje imię (15.08.2007)
Są takie chwile kiedy Pustka nosi moje imię
Wtedy różne złe myśli są przy mnie
Cena za bycie outsiderem
To nadwrażliwa osobowość
Nie chcę być zerem
Choć czasem mam ochotę krzyknąć dość
Dla wielu jestem frajerem
Bo zamiast w deadline’ie podsycać złość
Staram się wieść życie szczere
Nie oddam tego za karierę
Chcę móc ciągle patrzeć w lustro
Wolę kieszeń mieć pustą
Niż zobaczyć że to we mnie uschło
Oddałbym to jedynie za spełnienie
Ten głód ciągle we mnie drzemie
Lecz tak bardzo nie chcę zanurzyć się w ściemie
Pomijając fakt że z zakłamaniem
Spełnienie w jednym sercu nie stanie
Drugi „owoc” niebawem