Od dłuższego czasu mam poczucie, czy niemal wręcz pewność, że moja mentalność zbliżona jest do tej kobiecej. A to dlatego, że zamiast pragmatyczno-męskiego skupienia na ogółach, bezczelnie i przewrotnie zwracam uwagę na szczegóły i przywiązuję się do otoczenia. Nie potrafię nic wyrzucić, karmiąc się przypuszczeniem, że „może jeszcze kiedyś się przyda” i ukrywanym pod tym domniemaniem sentymentem. Pocieszam się tylko faktem, że poeta, jako jeden z nielicznych „zawodów” odmienia się w języku łacińskim, w taki sam sposób jak rzeczowniki żeńskie. Język łaciński jest zaś niemal tak logiczny jak nauki ścisłe, toteż nie ma w nim miejsca na przypadki. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że nie jestem w swojej kobiecości osamotniony ;] Ale do rzeczy: tam gdzie jest miłość do szczegółów, tam na ogół nie braknie też zamiłowania do opiewania przedmiotów z gruntu zwyczajnych. Tak, dobrze kombinujecie. Wczoraj napisałem coś podobnego do twórczości niejakiego Białoszewskiego… Mirona, gdyby ktoś pytał:
Oda do klawisza (1.1.2008)
Posłusznie uginasz się pod moim palcem
Rejestrujesz moje myśli
Znacznie trwalej niż na kartce
Chociaż z boku szczurów wyścig
Ja nie uczestniczę w tej walce
Jesteś wierny do śmierci
Mimo że nieustannie Cię narażam
Jesteś zawsze pełen chęci
Nieważne co nam zagraża
Obrazujesz to co mnie nęci
Jak też to co odraża
Nie jesteś świadomy swojej roli
Pewnie tak jest lepiej
Wtedy porażka mniej boli
Nie rozumiesz co to znaczy
Gdy po grzbiecie cię klepię
A ja nie mam wyrzutów sumienia
Gdy nie muszę się tłumaczyć
Z punktów odniesienia
Nie wzniecasz rozpaczy
Z powodu wydumanych grzechów
Dziękuję tak bardzo
Że nie żyję na bezdechu
Że nie przejmuję się tymi, którzy mną gardzą