Wbrew tytułowi, nie umiejscowię Benedykta XVI w środku wyuzdanej seksafery
Jakiś czas temu wróciłem z seansu Nie kłam kochanie w miejscowym kinie i mówiąc szczerze nie jestem zawiedziony. Aż trudno uwierzyć, że autorka tak topornych dialogów, z jakimi mamy do czynienia chociażby w M jak Miłość, napisała coś tak świeżego i na czasie. Ale cóż, za produkcje kinowe lepiej płacą
Teraz coś o obsadzie. Bardzo przyjemnie ogląda się Martę Żmudę Trzebiatowską w głównej kobiecej roli. Martwi mnie tylko to, że reżyserowie tak zaborczo pragną ją mieć w co drugiej produkcji. Oczywiście, to bardzo dobrze, bo ta pani ma urodę tak nienachalną, że można by ją oglądać codziennie. Problem polega na tym, że nie dalej niż za rok, pojawi się jakaś nowa pani, a koleżanka Marta pójdzie w odstawkę tylko dlatego, że przestała być trendy, albo miała zbyt mało znajomości.
Beata Tyszkiewicz – w życiu bym nie powiedział, że pierwsza dama polskiego kina, współczesny arbiter elegancji zgodzi się zagrać podstarzałą hipokrytkę, która mało, że lubi zajrzeć do kieliszka to jeszcze przegrywa w kasynie niewyobrażalną fortunę. Jak się za chwilę okaże, nie jest to najbardziej niestosowna rola w filmie
Piotr Adamczyk – rozumiem, że ktoś, kto nie tak dawno grał papieża, a nie czuje się w żadnej mierze świętym, a nawet chyba nie jest ojcem, chce się uwolnić od tego wizerunku, czy udowodnić swoją wszechstronność. Ale Fryderyk Chopin i wspomniany już Jan Paweł II z jednej strony i zubożały playboy z drugiej to trochę inna liga. Trzeba było aż tak? Nie wystarczyła rola Kornela w Testosteronie? Prawdę mówiąc byłem nieco zdziwiony widząc na sali kilkoro całkowicie siwych ludzi. Wszak większość z nich utożsamia aktorów z granymi przez nich postaciami. Gdyby się zanadto oburzyli widząc kim został ich „papież”, mogłoby to mieć kolosalne (, a nawet letalne) konsekwencje.
Sławomir Orzechowski – ta rola była jak najbardziej na miejscu. Aktor kojarzony z postaciami gangsterów potrafił się „poniżyć” i zagrać pantoflarza. Pantoflarza, który nie godzi się jednak ze sztucznością kreowaną przez jego żonę i podczas całego filmu wypowiada bodaj tylko jedną kwestię: „Dajcie wy mi wszyscy święty spokój”. Piotrek ucz się od filmowego taty ;]
Lech Wałęsa i Grzegorz Halama – pojawienie pierwszego jest więcej niż zaskakujące, zwłaszcza że następuje na końcu filmu i ciężko to uznać za reklamę dla filmu. Scenę z Halamą można porównać z epizodem u Wojewódzkiego w Testosteronie, śmieszny akcent, chociaż nie tak błyskotliwy, jak „Alicjo, w jaką miłość wierzysz?” Wojewódzkiego
Ogólnie film dobrze odmalowuje mentalność tzw. Warszawki, a także sposób myślenia i działania ludzi, którzy przyzwyczajeni do pewnego standardu życia, tracą grunt pod nogami w momencie zachwiania płynności finansowej. Kończy się tylko zbyt szczęśliwie, żeby skłonić do refleksji. Ale w końcu to komedia romantyczna.
A, jeszcze kilka słów o piosence promującej tę produkcję. Jest to zdecydowanie najsłabsza jej strona. Tekst pisała bodajże nawet Ania Dąbrowska, ale czy musiano go powierzyć Flincie i Zagrobelnemu? A przepraszam, ten pan ze swoją „Nieprawdą” (czy jak tam to szło) jest teraz bożyszczem nastolatek.
I tym sposobem tekst mojej ulubionej polskiej wokalistki z kręgów niehip-hopowych ma szanse stać się większym obciachem niż Rubik…
Fajny tekst:) Umiesz pisac recki jak chcesz;)
również zgadzam się, że fajny tekst
a filmu nie widziałem :p