Już sam tytuł jest co najmniej kontrowersyjny, ale warto podjąć rozważania krążące wokół niego zwłaszcza, że pozwala on zahaczyć więcej niż o jedną sprawę. Ale po kolei. Jeszcze w chwili kiedy zaczynam pisać ten tekst, portal o2.pl każe nam przygotować się na seksualną rewolucję. Fajnie. Zaciekawiony czytam na czym ma polegać owa rewolucja. No i ogólnie wygląda na tępienie pruderii w najgorszym tego słowa znaczeniu. Pozbawianie ludzi przeświadczenia, że seks jest tematem tabu, jest czymś istotnym, ale z wiadomych przyczyn, moją uwagę zwraca pewien fragment. Mianowicie:
W ramach programu profesor Zbigniew Izdebski będzie promował seks wśród osób niepełnosprawnych
Ciśnie się na usta pytanie, jak ma wyglądać taka promocja, bo problem niskiej aktywności seksualnej niepełnosprawnych nie wynika bynajmniej wyłącznie z niskiej samoświadomości czy też ograniczonych możliwości fizycznych. Znacznie bardziej istotny jest fakt, że niewielu niepełnosprawnych potrafi zbudować na tyle stabilny emocjonalnie związek, aby oddać się partnerowi w sensie łóżkowym lub też wydać jednoznaczny komunikat, że oczekują od partnera tego rodzaju oddania. Ci którzy żyją w poważnych związkach, z pewnością korzystają z uciech alkowy w taki sposób, w jaki pozwala im ich zdrowie, a przede wszystkim sprawność fizyczna. Tym bardziej, że wielu określa seks jako doskonałą formę rehabilitacji.
Czyżby zatem szanowni Panowie Seksuolodzy zamierzali pomagać spragnionym seksu niepełnosprawnym na sposób szwajcarski (fundując im zaspokojenie potrzeb). U nas to nie przejdzie. Nie w kraju, w którym lewicowi radni planują odebranie majątków niepełnosprawnym. Nie w kraju, gdzie niepełnosprawni są poniżani wielokrotnie częściej niż na zachodzie (chociażby przez wyrzucanie ich z klubów). Jak można sądzić, że ludzie nierzadko pozbawiani honoru skorzystają z czegoś, co niezależnie od tego, jak to nazwiemy, ogółowi społeczeństwa kojarzyć się będzie z pospolitą prostytucją. Nie wspomnę o tym, że wielu niepełnosprawnych to osoby głęboko wierzące. Dalej
Ekwador chce zapisać w konstytucji prawo kobiet do osiągania satysfakcji seksualnej. Szczytne w kraju, w którym kobietę traktuje się niewiele lepiej od dmuchanej lalki. Tylko jak udowodnić winę mężczyzny, jeżeli kobieta nie czuje się zaspokojona. I idąc krok dalej: jak takiego mężczyznę ukarać?
Z powyższych przykładów wynika, że niektórzy nie mają się czym zajmować, albo przynajmniej nie chcą dostrzec prawdziwych przyczyn poruszanych problemów. Pół biedy, jeśli jest to grupka naukowców. Gorzej jeśli dotyczy to rządu jakiegokolwiek kraju, kiedy ten mógłby w tym czasie zaostrzyć prawo dotyczące czynności seksualnych z udziałem nieletnich. Wiecie już do czego piję? Ano do R Kelly’ego, który miał zmusić 13-letnie dziewczę do udziału w trójkącie. Żałosne? Chore? To za mało. Czy, aby zatem każdy ma prawo do orgazmu?