Cóż, Pardon robi się konserwatywny, a w każdym razie ostatnio przyjmuje konserwatywnych publicystów… Ale nie o tym chciałem pisać. Jako się rzekło w tytule, „gnębi mnie troska o przyszłość”, nie tyle o przyszłość Pardonu, bo jak mówi stare porzekadło „co ma wisieć, nie utonie.” Boję się o nadmierny przyrost ludności polskiej, o ile nie wprowadzi się w szkołach powszechnej, a najlepiej obowiązkowej… edukacji seksualnej…
Znowu o seksie? Ale nuuuda… Teraz jednak dotykamy realnych problemów. Nie tak dawno Rzeczpospolita pisała o tym, że wiedza nastolatków odnośnie rozmnażania jest szokująco niewielka. Legendy na temat żywotności plemników, czy mylenie pochwy z macicą można wytłumaczyć tym, że się nie uważało na biologii, o tyle o środkach antykoncepcji mówi się zbyt mało i zbyt pobieżnie, chociaż niby jest to ujmowane w programach nauczania wyżej wymienionego przedmiotu. Potwierdza to cytat znaleziony, wczorajszego poranka na bashu:
<x> Ty widziałeś tą promocje prezerwatyw w LIDL-u? Paczka 12 za 8 zł.
<R> Chyba kurwa jednorazowe
<x> ….
Serwis sam w sobie zajmuje się archiwizowaniem śmiesznych wypowiedzi z różnej maści czatów i tym podobnych rzecz. Nie sądzę, jednak, aby <R> było do śmiechu… Zresztą chyba nie tylko jemu, bo mimo, że dialog przeszedł przez sito moderacyjne, co nie jest wcale takie łatwe (na chwilę obecną statystyki basha to: 5845 zaakceptowanych cytatów, 30 oczekujących, 413854 odpadło*), a już po południu nie było tego cytatu, co oznacza, że komuś się nie spodobał i to bardzo.
Co ma do tego wszystkiego Pardon? Ano wczoraj Paweł Rybicki gardłował tam wczoraj, że to iż połowa nieletnich Niemców ogląda porno, wynika właśnie z obecności lekcji przysposobienia do życia w rodzinie w niemieckich szkołach. Śmiem twierdzić, że u nas taka ankieta wypadłaby podobnie lub nawet gorzej (z konserwatywnego punktu widzenia, rzecz jasna).
Poza tym, nie ma takiej siły, która odwiedzie nastolatka, w którym buzują hormony od inicjacji seksualnej o ile nadarzy się okazja, a im dłużej seks pozostanie tematem tabu, tym więcej będzie młodocianych amatorów alkowy, a w konsekwencji, więcej niechcianych ciąż. Dlatego lepiej edukować niż płakać nad tym jak dużo noworodków ląduje w śmietniku (przepraszam za drastyczny przykład).
*25.9.2008, 15:18
ale przecież edukacja seksualna w szkole istnieje, nazywa się ‘przysposobienie do życia w rodzinie’ czy jakoś podobnie, jest dobrowolna i wnosi tyle co nic.
nie sądzę, żeby wprowadzenie jej jako obowiązkowej coś zmieniło – wiadomo przecież, że jeśli coś jest obowiązkowe to się to jak najmocniej ignoruje, szczególnie w okresie młodzieńczego buntu, który przypada na okres gimnazjum i liceum
lepszym rozwiązaniem byłoby chyba przeszkolenie rodziców, tak by umieli rozmawiać z dziećmi,o
A kto u nas uczy tego przedmiotu? Nie pamiętam dokładnie, ale któraś z wuefistek. Obowiązkowy przedmiot w szkole oznacza konieczność przeszkolenia pedagogów, żeby wiedzieli jak o tym rozmawiać. Ze specjalistą w danej dziedzinie łatwiej się rozmawia, nie? Zresztą, nas nikt nie pytał czy chcemy takiej edukacji, co najwyżej pytano rodziców na zebraniach. No, a wiadomo jaka jest mentalność polskich rodziców („Przecież to jeszcze dziecko” albo „Jest mądry / mądra, nie zmarnuje sobie życia dla chwili przyjemności”). Tymczasem okazuje się, że to właśnie takie „mądre dzieci” najczęściej „wpadają”.
Ewentualnym kompromisem, mogłoby być wprowadzanie tego przedmiotu na podstawie ankiet w każdej z klas, bo to w końcu uczniowie, a nie rodzice będą rozpoczynać współżycie. Co więcej, będzie się to działo najczęściej bez wiedzy rodziców.
Co do ostatniej wzmianki, byłoby mi trudno rozmawiać z rodzicami o seksie, żeby nie wiem jak dobrze byli przeszkoleni
ale pytali nas czy chcemy, w tamtym roku wychowawczyni puściła kwestionariusz po klasie i najwyraźniej wszyscy wpisali ‘nie’
Primo, nie pamiętam takiego kwestionariusza, a gdyby do mnie dotarł to pewnie bym napisał, że jestem za
Poza tym II klasa LO to trochę za późno na taką edukację, nie sądzisz? Choć z drugiej strony lepiej późno niż wcale
tzn wiesz ja nie chcę Ci zarzucać sklerozy czy czegoś,ale tak własciwie to z tego co pamiętam to od podstawówki przez gimnazjum az op teraz chodziły te kwestionariusze, z tym że w podstawówce decydowali rodzice
I wydaje mi się, że w gimnazjum, w mojej klasie też się źle o pomyśle wypowiedziano na zebraniu, więc pewnie nawet nie dostaliśmy kwestionariuszy
Poza tym nawet jeśli dostaliśmy to jest to kolejny argument za, bo młodzież nie zdaje sobie sprawy, że potrzebuje takiej edukacji