Damned

Za Blefem i Eldoką mówiąc

„Są takie wydarzenia, które tak z pozoru nieistotne, mogą stać się w mgnieniu oka mostem, gdzieś na drugą stronę, albo tylko w nicość, jest mi źle, nie mów rodzicom…”

Swoją drogą na solowej płycie Blefa, jest kilka smakowitych kąsków… Osobiście polecam utwory 6. (, z którego pochodzi zacytowany fragment), 11. i 14. Dobry jest też featuring Skubiego, ale nie pamiętam numeru, wybaczcie. W wielkim napięciu oczekuję też solówek Eldoki (już za osiem dni!) i Tego Typa Mesa. Ale wracając do wspólnego nagrania Emila i Leszka, mnie zawiodło dzisiaj w otchłanie potępienia, co zaowocowało mrocznym wierszem:

Przekleństwo (4.12.2008)

Przekleństwo przekleństwo przekleństwo
Na mą głowę
Przekleństwo
Którego nie zdejmie żadna spowiedź
Przekleństwo samotnego człowieczeństwa
Moja droga do szaleństwa
Szatańskiego błogosławieństwa

Czymże jest życie
Jeśli nie możesz go pędzić
W zachwycie
Zostaje tylko ględzić
Nużać się w beznadziei
Chociaż świat
Się ciągle śmieje
Mówili że po nocy dnieje
W moim świecie noc polarna
Tak naturalna
A zarazem fatalna

Zabija mnie forma
Niszczy pożądanie
Upodobanie w normach
Miałem pretensje do boskości
Marny człowiek w duszy gości
Zakochany w złożoności
Która jest mirażem
Fikcją za którą
Ktoś dostał gażę
O niczym już nie marzę
Nie potrafię
Nie obchodzi mnie nawet
Czy do piekła czy do nieba trafię
Ani kiedy to się stanie
Niechaj przyjdzie dzisiaj
Niechże zdejmie
Z mojej duszy liszaj
Wiem że proszę nadaremnie

Nigdy nie dał mi tego
O co prosiłem
Przestałem modlić się do Niego
Być może zbłądziłem
Teraz jestem Werterem bez pistoletu
Nie zasłużę nawet na fragment pamfletu
Bo sam o to prosiłem
Sam swoje życie
Uczyniłem zawiłem

Dodaj odpowiedź