Archiwum z Luty 2009

Curse of awareness

środa, 18 Luty 2009

Nawet nie wiem, jak zacząć ten tekst… Chyba po prostu stwierdzę, że będzie bardziej blogowo niż kiedykolwiek, a ja nawet nie mam siły się tego wstydzić… Dzieciom i niepełnoletniej młodzieży mówię: dorosłość jest do bani i zrozumiecie to, gdy tylko przekroczycie ten próg… I nie mówię tu wcale o pełnoletności, tylko o pierwszym prawdziwym zderzeniu z rzeczywistością. Dorosłym zaś mówię: „mieliście rację… I nie macie pojęcia jak bardzo wstydzę się niedojrzałego przeświadczenia, że dorosłość jest czymś na co warto czekać.” Przeświadczenie to odeszło w przeszłość, jednak mroczne rejestry pamięci będą go pilnować jak największego skarbu. Żyję na świecie dokładnie od 7181 dni, a wiem tylko tyle, że świadomość najgorszą z klątw jest. Czyli w zasadzie nie wiem nic. Według standardów Sokratesa jestem prawdziwie mądrym człowiekiem, dajcie mi zatem maturę lub od razu tytuł magistra filozofii, albo zabierzcie mi tę mądrość. Nie chcę jej! Chcę być normalnym nastolatkiem. Maturzystą, który wie, że MUSI zdać maturę, bo MUSI studiować jeśli w ogóle ma mieć szansę, żeby zarobić na życie.

Ale nie… Problemem nie jest tu brak wiedzy odnośnie poruszanej kwestii. Problemem jest to, że nie potrafię przełożyć tej wiedzy na logiczne działania. A nikt nie zrobi tego za mnie. Nie zrobi tego brat, który między innymi dlatego chce wrócić z wysp brytyjskich, nie zrobi tego Angela, która powtarza mi „ucz się!”, nie zrobi tego Ania, która próbuje we mnie tłumić tę niszczącą siłę, zwaną czasem wyrzutami sumienia. Żadne z nich tego nie zmieni… I nie piszę tych słów po to, żeby kogokolwiek zdeprymować . Po prostu w tej chwili nie jestem pewien, czy sam potrafię to zrobić…

Mam ochotę robić tysiące różnych rzeczy… Mniej lub bardziej głupich, czy bezużytecznych. Istotny jest jedynie fakt, że nie ma wśród nich nauki.  To tak, jakbym stojąc u jakiegoś mistycznego wejścia desperacko trzymał się futryny zamiast zrobić krok do przodu. W rozmowach z kilkoma osobami, często używałem zresztą tego porównania.

Mogę zdać maturę z posiadanym zasobem wiedzy i umiejętności. Mogę też jej nie zdać. Każdego normalnego człowieka pchnęło by to do działania. Mnie niszczy od środka.

Legalize it!

piątek, 13 Luty 2009

Według wielu ludzi, polski rząd zrobił krok w tył delegalizując „dopalacze”. Nie znam dokładnej treści ustawy, ale domyślam się, że nie jest ona spójna i niedługo pojawią się osoby zdolne wykorzystywać kruczki prawne. Rzecznikiem tych substancji nie będę, bo niektóre z nich mają rzekomo działanie podobne do twardych narkotyków, więc można się spodziewać, że i spustoszenia w organizmie sieją analogiczne. Nie próbowałem, nie zamierzam, więc i kłócił się nie będę.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na to, że wielu inteligentnych i światłych ludzi postuluje ostatnimi czasy legalizację marihuany. Trudno takie osobowości jak Mario Vargas Llosa, Paulo Coelho, Enrique Krauze czy Tomas Eloy Martinez posądzać o używanie tego środka w stopniu, który mógłby zaburzyć ich osąd w tej sprawie. W Polsce jednym z bardziej znanych rzeczników legalizacji miękkich narkotyków był, nieżyjący już, Jacek Kaczmarski. Malkontenci stwierdzą, iż był to alkoholik, który terroryzował rodzinę. Odpowiem wtedy, że w gruncie rzeczy mają oni rację, ale gdyby zamiast upijać się „na agresora” miał legalny dostęp do „zioła”, jego bliscy zapamiętaliby go raczej jako wesołka.

Pragnę też nadmienić, że Donald Tusk nie jest pierwszym polskim politykiem wysokiej rangi, który przyznawał się, iż miał bezpośredni kontakt z „trawką”. Jego poprzednik w tej materii zdawał się to robić regularnie (nazwiska niestety w tej chwili nie pomnę).

Jakie są w zasadzie przeciwwskazania odnośnie uczynienia marihuany legalną? Pierwszy argument jest taki, że używanie konopii indyjskich prowokuje ludzi do szukania mocniejszych wrażeń w postaci zażywania narkotyków twardych. Nawet pomijając fakt, że po mocniejsze używki sięga mniej niż połowa palaczy, trzeba się zastanowić z czego wynika to, że niektórzy jednak sięgają. Ano wynika z tego, że czarnorynkowa marihuana „wzbogacana” jest różnymi substancjami chemicznymi, o silnym działaniu uzależniającym fizycznie  (np. eter dietylowy ). Samo zaś THC (główny składnik psychoaktywny, obecny w „zielsku”) nie uzależnia w ten sposób.

Wniosek? Przekazanie kompetentnym firmom produkcji i dystrybucji legalnej marihuany i obłożenie jej podobnymi obostrzeniami, jak w przypadku alkoholu, wydaje się całkiem rozsądnym pomysłem. Jeżeli ponadto uda się uzyskać rozsądną cenę ostateczną, będzie to znaczny cios dla osób czerpiących korzyści z nielegalnego obrotu tym środkiem.

Poprzez ten tekst nie zamierzałem nikogo nakłaniać do spożywania marihuany, w jakikolwiek sposób. Nie neguję też faktu, że może ona powodować negatywne skutki dla organizmu ludzkiego (najpopularniejszymi są zaburzenia pamięci). Pragnę tylko nadmienić, że nawet według raportu WHO z 1995, skutki używania alkoholu i nikotyny są dalece bardziej poważne niż w przypadku marihuany.

Trochę konsekwencji zatem Panowie i Panie Politycy: albo zdelegalizujmy etanol i tytoń, albo zalegalizujmy marihuanę.

Life itself

czwartek, 12 Luty 2009

Liryka refleksyjna, wszelki dodatkowy komentarz jest zbędny:

Progres (11.2.2009)

Nie jest prosto burzyć
To co budowałeś z uporem
Często topisz to w kałuży
Myślisz że to chore
Boisz się postępu
Chciałbyś pominąć
Słowa wstępu

Lecz one są nieubłagane
Chronologia im służy
A głupi człowiek
Daje się odurzyć
Jednym pomaga spowiedź
Innym kartka i długopis
Tym ostatnim nie chodzi
O to by dać tu popis

Aby nie zginąć
Musisz pozwolić
Czasowi płynąć
Nie daj się niewolić
Nawet najpiękniejszej przeszłości
Ona Ci nie odda tego
Czego Ci zazdrości
Nie da tej od której ją dzielisz
I choć myślisz
Że się nigdy nie ośmieli
Zabierze najpiękniejsze lata życia
Nie będzie robić tego z ukrycia
Sam ją zaprosiłeś
Dlatego musisz mieć siłę
Bo życie
Z natury jest zawiłe

Debut & help

środa, 11 Luty 2009

Cóż, reklama jest wszechobecna, więc i ja się pochwalę. Otóż dzisiaj na alkopoligamia.com opublikowano mój tekst. Wprawdzie mocno mi go okrojono, ale i tak jestem z siebie dumny, gdyż jest to mój debiut poza tym blogiem. Ponadto rzeczony tekst napisany był, jak to mówią, „od niechcenia”. Liczę na to, że poznam Waszą opinię na jego temat.

Jednocześnie, żeby nie być samolubnym, proszę Was o wsparcie dla mojego kolegi Frosta, który ma nadzieję osiągnąć swoim wpisem na dailytech.pl stronę główną serwisu Wykop.pl.

Koniec reklamy. :P

Post-prom

niedziela, 1 Luty 2009

Mówiąc językiem nastolatka oddanego kulturze hip-hopowej powiedziałbym: „było grubo”. Używając zaś języka poety ująłbym to zgoła inaczej. Jako że ten skrawek sieci jest swoistą świątynia poezji, zostańmy przy wariancie drugim:

Wspomnień czar (1.2.2009)

Uśmiecham się do wspomnień
Chwil które przeszły
Już koło mnie
Tych co nie wrócą
Już do mnie
Na jawie
Po latach
Będziemy siedzieć przy kawie
Myśleć o zabawie
Która była naszym udziałem
Myśleliśmy że młodość
Jest czymś stałym
Prawda jest taka
Że jest czymś doskonałym

A wszystko co jest bez skazy
Podobnym jest do miraży
Pokrewnym fatamorganie
Byłem gotów się łudzić
Że czas dla mnie stanie
Lecz Czas nie robi wyjątków
I chyba właśnie dlatego
Jest w porządku