Nawet nie wiem, jak zacząć ten tekst… Chyba po prostu stwierdzę, że będzie bardziej blogowo niż kiedykolwiek, a ja nawet nie mam siły się tego wstydzić… Dzieciom i niepełnoletniej młodzieży mówię: dorosłość jest do bani i zrozumiecie to, gdy tylko przekroczycie ten próg… I nie mówię tu wcale o pełnoletności, tylko o pierwszym prawdziwym zderzeniu z rzeczywistością. Dorosłym zaś mówię: „mieliście rację… I nie macie pojęcia jak bardzo wstydzę się niedojrzałego przeświadczenia, że dorosłość jest czymś na co warto czekać.” Przeświadczenie to odeszło w przeszłość, jednak mroczne rejestry pamięci będą go pilnować jak największego skarbu. Żyję na świecie dokładnie od 7181 dni, a wiem tylko tyle, że świadomość najgorszą z klątw jest. Czyli w zasadzie nie wiem nic. Według standardów Sokratesa jestem prawdziwie mądrym człowiekiem, dajcie mi zatem maturę lub od razu tytuł magistra filozofii, albo zabierzcie mi tę mądrość. Nie chcę jej! Chcę być normalnym nastolatkiem. Maturzystą, który wie, że MUSI zdać maturę, bo MUSI studiować jeśli w ogóle ma mieć szansę, żeby zarobić na życie.
Ale nie… Problemem nie jest tu brak wiedzy odnośnie poruszanej kwestii. Problemem jest to, że nie potrafię przełożyć tej wiedzy na logiczne działania. A nikt nie zrobi tego za mnie. Nie zrobi tego brat, który między innymi dlatego chce wrócić z wysp brytyjskich, nie zrobi tego Angela, która powtarza mi „ucz się!”, nie zrobi tego Ania, która próbuje we mnie tłumić tę niszczącą siłę, zwaną czasem wyrzutami sumienia. Żadne z nich tego nie zmieni… I nie piszę tych słów po to, żeby kogokolwiek zdeprymować . Po prostu w tej chwili nie jestem pewien, czy sam potrafię to zrobić…
Mam ochotę robić tysiące różnych rzeczy… Mniej lub bardziej głupich, czy bezużytecznych. Istotny jest jedynie fakt, że nie ma wśród nich nauki. To tak, jakbym stojąc u jakiegoś mistycznego wejścia desperacko trzymał się futryny zamiast zrobić krok do przodu. W rozmowach z kilkoma osobami, często używałem zresztą tego porównania.
Mogę zdać maturę z posiadanym zasobem wiedzy i umiejętności. Mogę też jej nie zdać. Każdego normalnego człowieka pchnęło by to do działania. Mnie niszczy od środka.