Archiwum z Kwiecień 2009

Prophecy

środa, 29 Kwiecień 2009

Naszło mnie dzisiaj na rozmyślania nad wpływem środowiska na rozwój osobowości człowieka. Nie mam jednak czasu, ani ochoty pisać o tym dzisiaj. W poniedziałek pierwszy pisemny egzamin, a ja mam jeszcze sporo nauki. Podzielę się z Wami jedynie pewnym fatalistycznym utworem, który dzisiaj powstał:

Przepowiednia (29.4.2009)

Będą zabijać ludzi
W imię praw człowieka
I wiedz że prędzej lub później
Lecz kiedyś nas to czeka
Władza dąży do wojny
Choć przeciętny obywatel
Chce mieć świat spokojny
Mówią że przeciwdziałają
Konfliktom zbrojnym
Tak naprawdę tworząc koło wzajemnej adoracji
Jednak kiedy któremuś
znudzą się chwile stagnacji
Świat się znajdzie
W nienajlepszej sytuacji

I więksi będą kosztem mniejszych
Dobrobyt swój budować
Będą palić i gwałcić
Będą też rabować
A gdy skończą swe zbrodnicze działania
Wymyślą chwytliwe hasło
Które będzie im przysłaniać
Własne ich okrucieństwo
Znane zresztą u nich
Jako męstwo

I historia zatoczy koło
Jak to ma w zwyczaju
Muzułmanin będzie się wysadzał
Marząc o raju
Lecz miast dziewic czterdziestu
Dostanie nienawiść Zachodu
Prowadzącą jego państwo
W niebyt

Istnienie świata zależy dziś
Od jednego guzika
Uważaj więc ludu
Komu pozwalasz go dotykać

Magistrae!

wtorek, 21 Kwiecień 2009

Pierwszy dzień dobrowolnego wygnania zaowocował utworem lirycznym. To, że nie wziąłem ze sobą książek, z których miałem się uczyć w zasadzie niczego nie zepsuło. Dzięki temu wręcz mam już za sobą pobieżną powtórkę materiału z języka polskiego dla klasy pierwszej. W konsekwencji tejże powtórki powstał wspomniany wyżej wiersz.

Magistrae! (21.4.2009)

(Do Pań: Małgorzaty Chwedczuk i Kazimiery Sobiło)

Kształtowałyście
Człowieka poetę prozaika
Pozwalałyście
Zapomnieć o przytykach
Przypominałyście
Główne cele człowieczeństwa
Uczyłyście
Pseudo-ideom nieposłuszeństwa
Oddziaływałyście
Nie lękając się awangardy
Od nawyku uchroniłyście
Bezmyślnej pogardy

I przykrością równie wielką
Jest rozstawać się z Wami
Jak z dobrymi kolegami
Choć dziś autorytet
To pojęcie zbędne
Dla Was w mojej pamięci
Zawsze miejsce będzie

Pozostaje wątpliwość
Czy mnie nie zepsuje chciwość
Czy wytrwam wierny Waszym zasadom
Czy mnie zmieni stado

Lecz nadzieję żywię szczerą
Że miast blednąć
One się utrwalą
Pozostaną niby drogowskazy
Nie jałowe puste frazy

Czasem zaczynam żałować
Że idę dalej
Ale zaczyna się cofać
Kto w miejscu staje

Word’s slave

sobota, 18 Kwiecień 2009

W odróżnieniu od ostatniego wpisu, słowo komentarza będzie po polsku, zaś wiersz po angielsku. To, co napiszę zabrzmi patetycznie, ale jak wskazuje tytuł jestem niewolnikiem słowa. Miło jest mieć umiejętność splatania słów, miło dawać ludziom powody, by się tym zachwycali. Ale to nie jest wybór. I wiąże się z tym wiele ambiwalentnych uczuć, które nierzadko potrafią rozerwać serce zanim ułożą się w zgrabne frazy. Znacie marvelowego Hulka? Poeta jest trochę jak taki Hulk, tylko całe zniszczenie dzieje się w obrębie jego jestestwa. Pamiętajcie o tym, za każdym razem, kiedy będzie w Was kiełkować zazdrość, ot tylko tyle.

Transformation (18th Apr ’09)

Every single thing that I say or do
Is nothing but a substitute
For being with you
And you probably don’t know
What I’m going through
But it’s ok
I didn’t even want you to

Love seemed to be more than my own desires
And I always considered my intentions
As the highest
But now it has new dimension
That just has to be mentioned

If I do something I may loose you for ages
If I do nothing I will loose you too
There are two cages
First is worse than the second
But I’m not willing to wait
Any other second
Second is worse than the first
And theoretically this poem
Brings you to its end

But this is the time for poetry
To step aside
And wake up the man
Who is sleeping there, inside

I’ve got used to

wtorek, 7 Kwiecień 2009

Let the poetry flow ;>

Przywykłem (7.4.2009)

Przywykłem brać udział w wyzwaniach
I choć czasem na nogach się słaniam
Nie żałuje żadnego
Bo w ten sposób
Rozwijam swoje ego
Wiedz że zmierzam do tego
Żeby wiedzieć więcej
Żeby kiedyś ktoś zechciał
Powiedzieć o mnie sensei
Lecz na to trzeba zasłużyć
A zwykle czas
Tak cholernie się dłuży

Mogę rozważać czy robię więcej złego
Czy dobrego
Czy będzie to cokolwiek pomnażać
Oczywiście że nie
Więc żyje i robię to co myślę
Że należy do mnie

Czasem krzywdzę
Czasem jestem krzywdzony
I może nie zasłużę
Na posiadanie żony
Ale będę wiedział
Że choć sam to w spokoju ze sobą
Będę siedział

Nie mów mi
Że mam godzić się na zło
Bo popełnia je ktoś
Kogo bardzo cenię
Naiwność duma
Raczej przyrodzenie

Nic na to nie poradzę
Nie wiem czy bym chciał
Nawet gdyby każdy przechodzień
W twarz mi się śmiał
Bo jedyne co się liczy to zasady
Nie te przyjęte przez układy
Lecz te które wytatuowano mi w sercu
Choć dziś ludzie zapominają o tym miejscu