Na kilka dni przed tak zwanym egzaminem dojrzałości nie opuszczają mnie werteryczne nastroje. Paradoksalnie to chyba dobrze. Zastępują one bowiem miejsce ordynarnego, bezproduktywnego stresu i zmuszając do tworzenia stwarzają odskocznię od ciągłego uczenia się.
I o dziwo, taki właśnie nastrój doprowadził do powstania jednego z niewielu (jeśli nie pierwszego) wśród moich wierszy, w których nieregularne strofoidy zastępują zgrabne strofki (w tym wypadku czterowersowe).
Patrzcie i podziwiajcie:
Mojej Lotcie (2.5.2009)
Tyś jest mi Lottą
Bo ja jestem Werterem
Lecz nie zabiję się
Bo mogę zrobić tak wiele
Ty nie miej wyrzutów sumienia
Bo pobudzasz do tworzenia
Budzisz zapomniane analogie
Zatem wdzięczność należy się Tobie
Zatem jestem Tobie wdzięczny
A ze mną moje słowa
Niechaj głos Twój dźwięczny
Zabrzmi w mej głowie od nowa
Pozwól tworzyć niszcząc
Oddać stare serce wilkom
Bym mógł wyhodować nowe
Kochać inną gotowe
I stanie się tak
Ku uciesze obojga
Księgę uczuć
Przeczytam wspak
Chyba że moc pożądania
Zacznie Ci wszystko przysłaniać
Nim dopełni się przemiana
Wystarczą wtedy dwa zdania