Zasadniczo dzielę filmy na dwie i pół kategorii. Filmy artystyczne, rozrywkowe i rozrywkowo-artystyczne. O ile nie zakwalifikuje obrazu do pierwszej kategorii, jestem wyrozumiałym widzem. Bo widz, w odróżnieniu od krytyka filmowego, ma pełne prawo być wyrozumiały.
Kiedy zaczynałem oglądać Karmel Nadine Labaki myślałem, że będę musiał wykazać się właśnie wyrozumiałością. Ot, historia miłosna, której najmocniejszą stroną jest egzotyczna uroda aktorek. Nic bardziej mylnego. Wprawdzie już na początku było widać zderzenie konwenansów z kobiecą przewrotnością, ale nonszalancja głównej bohaterki (chociażby pokazanie języka policjantowi), dawała efekt nieco groteskowy.
Dopiero, gdy ukazano problemy moralne libańskich kobiet, odebrałem ten film głębiej. Sytuacja kochanki w żadnej kulturze nie jest komfortowa. Trudno jest mi jednak wskazać obszar, w którym ingerencja w prywatność kobiet i surowość oceny społecznej jest większa niż w krajach arabskich.
Nie znając filmów tego typu, nie zdajemy sobie sprawy z zakresu wolności osobistej jaką dysponujemy. W zestawieniu ze światem przedstawionym w Karmelu, polskie absurdy zdają się mało absurdalne, roszczenia europejskich feministek okazują się błahe wobec niezręcznej sytuacji kobiety zmuszonej rekonstruować błonę dziewiczą w obronie godności, a może nawet życia.
Mówi się tyle o upadku moralności w zachodnich społeczeństwach, lecz czy moralność winna wynikać ze strachu przed napiętnowaniem, czy z praw naturalnych?
Pozwolę sobie jeszcze zwrócić uwagę na tytuł opisywanego filmu. Otóż, dobry tytuł nie ma prawa zdradzać założeń fabularnych dzieła do którego przylega. Wypada też jeżeli tytułowy motyw przebija się w treści utworu, ale nie jest zbyt mocno wyeksponowany. Łatwo tu jednak przesadzić w drugą stronę. W Tataraku Wajdy prawie nie było widać tataraku. Młoda reżyser, dla odmiany, osiągnęła złoty środek. Parafrazując teoretyków literatury Każdy film artystyczny powinien mieć swój karmel.
Debiut reżyserski Labaki zestawia się z twórczością Almodowara. Tego rodzaju porównania zostawmy jednak krytykom, pamiętając że w sztuce wszystko już było i nie sposób dziś znaleźć dzieło zupełnie niepodobne do innych. Warto skupić się na tym czy polecilibyśmy komuś dany „kawałek sztuki”, zamiast kopiować często przeintelektualizowany bełkot znawców. Jeśli zapytacie mnie, czy warto zobaczyć Karmel, bez wahania odpowiem twierdząco.
Czesc!
Jestem mile zaskoczona. Taki młody człowiek, a tak dojżale pisze.
Dziękuję