Niezdrowo tak tęsknić. Niezdrowo się do tego przyznawać przed internetową bracią, a mimo wszystko to robię. Dlaczego? Bo ostatnio widziałem moją lubą niespełna 24 godziny temu, a już czuję się jakbym gwałtownie odstawił jakąś silnie uzależniającą substancję. Jakby część mnie oderwała się i uciekła poza widnokrąg. Moja percepcja tego uczucia odbiega jednak od standardu. Z jednej strony taki brak jest w oczywisty sposób dotkliwy. Z drugiej, przetwarzam go na poezję i dzięki temu czuję się lepszy, silniejszy.
Często mówiłem o sobie, że moja wartość jest wprost proporcjonalna do wartości mojej twórczości pomnożonej przez częstotliwość jej powstawania. Czasem nadal tak sądzę. Usprawiedliwiam się jednak przed samym sobą, że plik w komputerze wypełniony garstką rymów przestał być głównym powiernikiem moich najgłębszych uczuć i lęków. Przyszła mi do głowy myśl, że wszystko jest kwestią świadomości. Że nie chodzi o to, żeby zamknąć to co czujesz w szczelnym pojemniku i odstawić na półkę. Sztuką jest przeżywać to w pełni, nie niszcząc się od środka.
Spuszczając na chwilę z tego patetycznego tonu, pragnę życzyć wszystkim, którzy tu zaglądają, radosnych chwil spędzonych w gronie najbliższych, a na najbliższe miesiące, jak najmniej niekonstruktywnej tęsknoty.
(…) (3.4.2010)
Czy tęskniłeś kiedyś tak
Że słów by to opisać
Było Ci brak
Czy mierzyłeś się z samotnością
Mimo świadomości
Że już wygrałeś
Swój po szczęście pościg
Nie mów mi o miłości
Jeśli nie boli Cię rozłąka
Chociaż materialnie jestem tu
To mój umysł gdzieś się błąka
Błądzi gdzieś w jej okolicach
Szuka jej ciepłego lica
Bo choć wiem że jest
Brakuje dotyku pocałunku
Niby prosty gest
A daje pewność siebie
I poczucie że choć żyję
To jestem w niebie