Tytuł przypomina temat lekcji języka polskiego, ale treść tego wpisu ma z nim w zasadzie tyle wspólnego, że faktycznie jest to artykuł podejmujący zagadnienia czysto teoretyczne. Postanowiłem odnieść się do komentarzy pod recenzją poniżej, a wybrałem ten sposób, bo jest bardziej widoczny.
Otóż, nigdy nie twierdziłem, że nie potrafię pisać recenzji. Przyznałem się tylko do braku doświadczenia w tej materii. Zdarza mi się czasem napisać coś zgrabnego, ale muszę mieć o tym pojęcie wykraczające poza wiedzę elementarną.
Filmy oglądamy wszyscy, jeśli nie w telewizji, to w kinie, jeśli nie w kinie to na komputerze. Gdziekolwiek byśmy je oglądali, to oglądamy je od dziecka, więc zakładając, że oglądamy jeden film tygodniowo (znam ludzi, którzy oglądają po kilka filmów dziennie, sam oglądam coś częściej niż raz na tydzień, ale takie założenie przyjąłem po pierwsze dlatego, aby wyłączyć z rachunku bzdurne seriale, a po drugie dlatego, żeby każdy indywidualnie i w łatwy sposób mógł moje szacunki odnieść do siebie choćby w przybliżeniu), po przeżyciu osiemnastu lat obejrzymy około 940 filmów, pomnożone przez 7 dni tygodnia, daje to 6570. Jeśli wyciągniemy z tego średnią daje to 3755 tytułów, które jako osiemnastolatek najpewniej obejrzałem.
Od kilku lat czuję się świadomym widzem. Toteż mój odbiór ruchomych obrazów nie ogranicza się do bezkrytycznego mówienia o nich. Nawet jeśli ogólne wrażenie było dobre. Po co te wszystkie obliczenia? Ano po to, żeby zestawić „doświadczenie” kinomana z doświadczeniem fantasty. Liczba przeczytanych przeze mnie książek o tej tematyce, z pewnością nie przekracza 20, w parę crpgów się grało, ale te, które udało mi się przejść od początku do końca, mogę chyba policzyć na palcach jednej ręki. Dlatego, mimo że pochlebia mi zaproszenie do ekipy Wrót Wyobraźni wystosowane przez Frosta jakiś czas temu, nie czuję się osobą kompetentną, aby z takiego zaproszenia skorzystać. Dla niewtajemniczonych, Frost zlecił mi jako wprawkę i próbę napisanie recenzji serii Final Fantasy, ale nie sprostałem minimum formalnemu, jakie przede mną postawił. Po części dlatego, że w całości przeszedłem tylko siódmą i ósmą część serii, a w wiele innych nawet nie grałem. Nie bez znaczenia był tu też z pewnością mój sentyment do tych gier, który utrudniałby mi napisanie o nich czegoś złego.
Jutro idę z klasą na film Juno, więc o ile znajdę czas, podzielę się wrażeniami. ;) Aha, Frost, mam nadzieję, że nie zdradziłem żadnej tajemnicy?