Na fali medialnego szumu wokół filmu Sponsoring (org. Elles), postanowiłem obejrzeć poprzedni film Małgorzaty Szumowskiej, czyli 33 sceny z życia. kontrowersyjny – czytam – największy międzynarodowy sukces polskiego kina od czasów Kieślowskiego, zachwalają gdzieś w Internecie. Jestem zachęcony, nawet lekko podekscytowany tym, że za chwilę obejrzę arcydzieło.
I zawodzę się tęgo. Nie będę krytykował dłużyzn, które podobno przeszkadzają wielu odbiorcom. Na co dzień nie stronię od wulgaryzmów, ale bardzo dbam o kulturę słowa w tym miejscu. Tyle tylko, że dzisiaj nie zamierzam się silić na wysublimowaną krytykę tego filmu, bo w moim odczuciu ten obraz usiłuje usprawiedliwić kurewstwo, zarówno mentalne, jak i fizyczne, tragedią. Być może autorka chciała pokazać nędzę moralną polskiej neobohemy, bo to jej się udało. Bo bohaterowie tego filmu nie szanują ani siebie ani swoich bliskich. Zapijają się, zdradzają, a potem dziwią się, że coś jest nie tak. Na swój sposób sarkastyczny okazuje się ostatni dialog z tego filmu
- Czemu tak często mówisz „nie wiem”?
- Nie da się wszystkiego wiedzieć od razu, najpierw trzeba się zastanowić.
- Jak długo to trwa?
- No, nie wiem. Czasem kilka godzin, czasem cały dzień, a czasem dwa.
- Wiesz co, chciałabym zawsze być dzieckiem. Z moim tatą, z Piotrkiem, z moją mamą. Nie wiem. Nie wiem, czy potrafię tak żyć.
- Tam się nie da wrócić.
- I teraz tak będzie zawsze?
- Zawsze. [...]- Będziesz na mnie czekać?
- Nie wiem.
- Odwieziesz mnie jutro na lotnisko? Proszę.
- Nie
I tylko mam ochotę zapytać bohaterkę: Warto było?!
Wiecie, lubię myśleć o sobie jako o wykształciuchu, inteligencie, czasem nawet artyście.Skoro oznacza to poklask dla takich postaw i dzieł, to wcale nie chcę być ani wykształciuchem, ani artystą. I nawet jeśli nie chodziło o promowanie tego rodzaju wartości, to czuję się zdegustowany, mimo że trudno mnie nazwać pruderyjnym. Nie wierzę w ideę godnej śmierci, co nie zmienia faktu, że śmierć bliskiego można przeżywać mężnie, z godnością.Tylko do tego trzeba dorosnąć.