Archiwum kategorii ‘film’

Świątecznie…?

niedziela, 23 Grudzień 2007

Poprawiam rekordy w nie pisaniu tutaj, nie dlatego że taka jest moja intencja, tylko dlatego, że nie chce pisać dla samego pisania. Nie piszę tu też szczególnie dlatego, żeby złożyć Wam życzenia, ale skoro już taka pora: Wszystkiego najlepszego i Szczęśliwego Nowego Roku. Bo nie liczy się forma, tylko treść, co zresztą zawsze podkreślam. Ale prawdziwy powód, dla którego tutaj piszę jest taki, że w końcu napisałem coś co wreszcie nadaje do publikacji. A to pod wpływem filmu V jak Vendetta. Ten tworek dedykuje dwóm osobom. Pośmiertnie Jackowi Kaczmarskiemu (oby jego idee żyły wiecznie) i bratu Maćkowi, dzięki któremu V obejrzałem. Nawiasem mówiąc film polecam każdemu:

I jak Idea (23.12.2007)

Możesz mnie zabić
Wiem, że ma śmierć nie pójdzie na marne
Zanim pistolet zdążysz nabić
Ta fala kraj ogarnie

Bo żyję po coś więcej niż po to żeby zginąć
Jednak wiem i akceptuję że każdy winien przeminąć
Nieistotne czy to wcześniej czy później
Na koniec każdy w swoją stronę pójdzie

Daj mi tylko spełnić przeznaczenie
A nadam imieniu memu wieczne brzmienie
Obudzę ideę, która gdzieś w nim drzemie
Ja wydam ostatnie tchnienie
Idea zostanie
Nawet kiedy spamiętać mnie nie będą w stanie
Bo idea jest kuloodporna…

Spider-man 3 review

sobota, 19 Maj 2007

Nie pierwszy raz, oglądając film miałem nieodpartą ochotę spisać swoje przemyślenia wynikające z tegoż seansu… Tak się stało w wypadku trzeciej odsłony przygód Spider-mana… Powstała z tego minirecenzja:

Chociaż wklejam ten tekst dopiero w sobotni wieczór, zacząłem go pisać w czwartek przed godziną trzynastą, kiedy to skończyłem oglądać Spider-mana 3. Gdybym miał oceniać film od strony merytorycznej to wypadłby on kiepsko… Przyznam szczerze, że nie wiem jak to było z komiksem, bo czytałem tylko parę odcinków, ale za to byłem fanem, jeżeli można to tak nazwać, serialu animowanego. Śmiem zatem przypuszczać, że kreskówka lepiej odzwierciedlała historię z komiksu i scenarzysta / reżyser popełnili kilka niewybaczalnych błędów.
1. Peter Parker z kreskówki wytwarzał sobie chemiczną pajęczynę, którą strzelał ze specjalnie przygotowanej „wyrzutni”, na początku filmu widzimy go, kiedy spogląda z M.J. w niebo z rozpiętej nad ziemią pajęczynki, ale kiedy schodzi z niej, wypuszcza ją bezpośrednio z rąk (nie ma wtedy na sobie stroju i wygląda to tak jakby strzelał pajęczyną z dłoni)
2. Peter nie miał „czapeczki z symbionta”, jak to sugerują scenarzyści filmu. Kiedy już raz połączył się z symbiontem, pozostawali jednym ciałem, a kiedy Parker chciał pokazać swoją twarz, część symbionta okalająca jego głowę „zapadała się w sobie” (coś jak na filmie u Brocka)… Na początku myślałem, że to uproszczenie jest efektem braku możliwości wykonania takiego efektu, ale kiedy jednak się udało, to ekipa nagrabiła sobie u mnie.
3. Nie przypominam sobie, aby Spider-man kiedykolwiek poprosił o pomoc Zielonego Goblina, podobnie jak nie przypominam sobie, aby w serialu ten ostatni zginął… I ten punkt najbardziej mnie degustuje, bo nie lubię takiego naginania fabuły pod publiczkę…
Z drugiej strony jednak, dzięki temu zabiegowi udało się upchnąć parę mądrych słów, które robią na mnie wrażenie jako na humaniście:
Cokolwiek staje nam na drodze… Jakiekolwiek bitwy musimy stoczyć wewnątrz siebie, zawsze mamy wybór. [...]To wybory czynią nas tym, kim jesteśmy. I zawsze możemy wybrać to,co jest właściwe.

Hollywoodzkim filmom brakuje wartości parenetycznych, a jest to bardzo potrzebne zwłaszcza, że na takie filmy jak Spider-man do kina chodzą dzieciaki, żeby się w jakiś sposób lansować i odmóżdżać. Cieszy fakt, że scenarzyści postanowili umieścić coś, co może chociaż jednemu dzieciakowi na stu, da do myślenia… W skali od 1 do 6 (z plusami i minusami), po prostu trzy… Zupełnie przeciętnie.

“Świat wypadł z formy…”

sobota, 28 Kwiecień 2007

No właśnie… Tylko dlaczegóż nie ma kto go wrócić do normy? Dajcie nam drugiego Hamleta, który rozprawi się z hipokryzją w tym kraju, nawet jeśli miałby sam zginąć… Postanowiłem napisać streszczenie komediodramatu pod tytułem „P jak Polska”, który możemy oglądać nieustannie od kilku miesięcy we wszystkich stacjach telewizyjnych, radiowych, a nawet w internecie (o proszę jak ta technika poszła do przodu :P ). Pozwolę sobie skupić się na kilku ostatnich odcinkach. Otóż, okazuje się, że niejaka Marta K., córka najbardziej wpływowego katolika w Polsce rozwodzi się ze swoim mężem, a zanim jeszcze weźmie ślub z facetem o skrajnie innych niż jej ojciec poglądach politycznych jest z nim w ciąży, doprawdy piękny przykład katolicyzmu. Samotny Krzyżowiec o dwóch imionach zamiast nazwiska, uznaje partię Panów K. za niegodną jego bytności tamże i postanawia pójść na swoje… Dzielny krzyżowiec nie potrafi zrozumieć, że przeciętny Kowalski nie oczekuje nowych partii tylko sensownie myślących ludzi o ukształtowanym kręgosłupie moralnym i wykształconych do mądrego kierowania państwem. Nigdy nie wątpiłem także w obłudę serialowych realizatorów Licznych Pomysłów Romana, ci obrońcy moralności postanowili posłużyć się twardą pornografią, aby ośmieszyć legalną manifestację… Ciekawe kogo tak naprawdę ośmieszą? Mnie tam mama uczyła, że ten się śmieje kto się śmieje ostatni… Jakby tego było mało, scenarzyści zadbali też o wątek kryminalny. Dzielni funkcjonariusze Agencji Bezbłędnie Wyszkolonej w nie do końca jasny sposób doprowadzili do śmierci plugawej szefowej mafii, co to niby miała handlować lewym węglem. Wątku kulturalnego nie zabrakło takoż: Nagrodę Wykonawcy Roku zdobył Mezo, najwybitniejszy polski przedstawiciel kultury hip-hopowej. Och „życie, życie jest nowelą” (ups to nie ta bajka :P )*

* Podobieństwo miejsc, osób i zdarzeń jest najzupełniej przypadkowe
A tak na poważnie: Swego czasu Vienio i Pele rapowali na bicie Volta „Rewolucja jest blisko, na ulicę wyjdą dzieci, wszem i wobec zademonstrują sprzeciw, by zapobiec musiałoby się wiele zmienić…” i tak dalej, a jak mówił Peja „Nie zmienia się nic”, a rewolucji, ani widu ani, słychu :roll:

Dzisiaj dam Wam odpocząć od moich wypocin, ale za to dam wyraz swojemu patriotyzmowi

Requiem dla snu…

niedziela, 22 Kwiecień 2007

Zaczęło się od świetnej muzyki, którą już gdzieś tam, kiedyś słyszałem… Wtedy nie zrobiła ona na mnie większego wrażenia, jednak dokładnie tydzień temu zakochałem się we wspaniałej kompozycji niejakiego Clinta M. Zresztą,„[...]jeśli kto ma uszy, niechaj posłyszy!” Na co dzień nie słucham podobnej muzyki, ale w tym konkretnym utworze jest coś, hm… magicznego? Większość moich znajomych ma podobne odczucia… Na mnie ta magia podziałała do tego stopnia, że natchnęła mnie do napisania wiersza, którego nie mogę teraz zamieścić, bo wysyłam go na konkurs, a organizator życzy sobie, żeby nadsyłane wiersze nie były nigdzie wcześniej publikowane. Na osłodę, na końcu zarzucę inny wierszyk. Przez ten tydzień usilnie poszukiwałem filmu o tym samym tytule i za sprawą koleżanki z klasy, znalazłem go (jeżeli kiedyś to przeczytasz, to pozdro Amelka ;) ) Po obejrzeniu tegoż filmu mam doprawdy mieszane uczucia… W piątek rozbił mnie na miazgę, co tu kryć… Brat uprzedzał mnie, że znajdę tam totalny anty-happy-end… Czy znalazłem? Trudno powiedzieć. Chyba nie, bo choć bohaterowie się bardzo pogubili w życiu, to żyją i mają (nikłe, ale zawsze) szanse na odnalezienie się w nim znowu… Jest przecież detoks, a gdyby się bardzo uparli to mogliby znowu zamieszkać razem. A czemu mnie film rozbił? Ano dlatego, że zacząłem się zastanawiać czy śmierć jest zawsze tym najgorszym zakończeniem.

Apostrofa do róży (27.10.2006)

Rajska różo
Żywy symbolu Jego chwały
Choć zniszczono Eden cały
Błyszczysz na tle szczątków zmarniałych
I choć dziś chroni Cię magiczny klosz
to i tak podzielisz Edenu los
Dziś stanowisz tylko ciekawostkę
Symbol niewzruszonej potęgi oschłej

I co komu po Twoim pięknie
skoro zza klosza widać je dość mętnie
Podzielisz los pobratymców
Już za późno na potok słów
Już się nie chyli żadna z głów
bo Pani w Czerni zaczęła swój łów

A tyś jest celem pierwszym
bo ci co mają w sobie zło
żyją na ziemi z której uczynili piekło
więdniesz, choć nie poznałaś czym jest ciepło