Ostatnio jestem z boku medialnej zawieruchy. Słyszałem coś wprawdzie o jakiejś oburzającej reklamie Coca-coli, przez którą moi rodacy nawołują się do bojkotu napojów PepsiCo, jednak dopiero dzisiaj za sprawą kolegi z liceum zobaczyłem, o co chodzi. Ale zaraz, czy ja na pewno jestem Polakiem, skoro mnie ta reklama nie oburza? Dobre pytanie. Gdyby ktoś jeszcze nie znał tego spotu, to najwyższa pora go poznać i wyrobić sobie własne zdanie na jego temat, bo ja za chwilę zaprezentuję swoje (no a poza tym, zaraz Polaczki wymogą usunięcie jej z wszelkich mediów):
Ewidentnie mamy tu do czynienia z podwójnymi standardami. Kiedy narzekamy na naszą sytuację geo-polityczno-materialną to naturalne i wszyscy mają nam współczuć i głaskać nas po wynędzniałych główkach, natomiast gdy jakaś nacja wykorzysta ten motyw to jest już potwarz gruba i zniewaga, która krwi wymaga?
Najwyraźniej. Bo czy ktoś w tym materiale powiedział o nas coś złego? Ja tam widzę uczciwie pracującego faceta, którego narodowość jest ważna tylko i wyłącznie w kontekście państwa-organizatora Mistrzostw Europy. Widzę jego nostalgię i tęsknotę za synem. Skądinąd na moje laickie oko mężczyzna ten całkiem nieźle mówi po hiszpańsku, zwłaszcza jak na obcokrajowca. Czy nie należy tego poczytać za dobrą monetę?
Widzę wreszcie grupkę Hiszpanów, którzy wykazali się odrobiną empatii, domyślając się co chłopina przeżywał w tej chwili. A że Polacy zarabiają zwykle najniższą krajową lub mniej, także za granicą to jakieś novum? Czyżbyśmy naprawdę już byli na tym etapie, żeby obrażać się za prawdę, a uprzejmość nazywać wywyższaniem się? No tak, Polak by nigdy nie uraził obcokrajowca w ten sposób. Wprost przeciwnie. On by jeszcze kombinował jak tu zwinąć Pedrowi czy innemu Żałpolowi butelkę Coli. Nie dość, że z kodem, to jeszcze pełną, tak żeby się nie opił, bo przecież niezdrowa i wo’gle, nie?
Oj, chyba napisałem za dużo – jak nic będzie bojkot bloga! Jeśli jednak ktoś czyta dalej to pragnę złożyć gratulacje społeczeństwu, które wyręcza naszych polityków w wymyślaniu tematów zastępczych. Zresztą, może to jakaś metoda? Nie będą mieli czego wymyślić, szybciej wyczerpią to i do roboty się wezmą? Jeśli tak to wykombinowano to pardonu upraszam, zzuwam czapkę i biję czołem o podłogę!

