Archiwum kategorii ‘polityka’

Gombrowicz: karykatura socjalizacji

sobota, 6 Grudzień 2008

Dzisiaj zaserwuję Wam notę luźno powiązaną z teorią literatury i z socjologią. Otóż, książki Gombrowicza to książki trudne, ale również książki które realizują szczytny cel: pokazują, że poddawanie życia społecznego jakimkolwiek formom może być niebezpieczne. Problem w tym, że są całe rzesze ludzi, których przejaskrawienie doprowadza niemalże do wymiotów. Sam nie dokończyłem ani Ferdydurke ani Trans-Atlantyku, ale w trakcie omawiania obu lektur, zobaczyłem cel tych udziwnień: ośmieszenie procesu socjalizacji poprzez pozorną akceptację skrajnie dziwacznych postaw i reagowanie na te postawy, w równie groteskowy sposób. W Trans-Atlantyku jawi się też Gombrowicz jako pierwszy polski piewca kosmopolityzmu, ale to już temat na oddzielny tekst.

Teraz przemyślmy, jaki procent uczniów zastanawia się nad tym, co przeczytało, na tyle głęboko, aby dojść do takich wniosków? Śmiem twierdzić, że niewielki. Większość zapewne rzuca Ferdydurke w kąt, stwierdzając, że pisał to jakiś idiota.

Tu pojawia się kolejne zagadnienie: ministerstwo edukacji znowu chce pociąć kanon lektur. Pytam: dlaczego zostaje Ferdydurke, a leci np. dalece bardziej przejrzyste Przedwiośnie? Czyżby po to tylko, aby całkowicie zniechęcić młodzież do czytania? Nigdy nie myślałem, że posądzę rząd PO o tak niecne intencje.

Mamy też do czynienia z hipokryzją tzw. ludzi kulturalnych. Tępią oni wszelkie subkultury, które dają młodym ludziom alternatywę i nierzadko chronią ich przed negatywnymi zjawiskami. Robią to może w sposób kontrowersyjny, ale dlaczego kontrowersje wokół dzieł Gombrowicza traktujemy z pobłażaniem? A prawda, bo Gombrowicz tylko pisał, a przecież nikt już nie czyta.

Człowiek o podwójnym imieniu

sobota, 5 Styczeń 2008

Cóż, będzie o niejakim Michale Zygmuncie, a właściwie o jego wytworze przewrotnie zatytułowanym New romantic. Przewrotna, ot wprost idealny przymiotnik do opisania tej książki. Styl jest taki, jakby mógł ją napisać dosłownie każdy, a jednak ten dziwaczny twór jest w pewien sposób ujmujący. Wydaje się krzywdzącym wkładanie do jednego worka ludzi takich jak Lech Kaczyński, Donald Tusk i Zbigniew Religa i uśmiercanie ich wszystkich, nawet na kartach książki, tylko dlatego, że wszyscy trzej panowie są wyraźnie prawicowej orientacji, co stanowi zresztą zaprzeczenie gloryfikowanych przez autora tolerancji i inności Oczekiwałem powieści „antykaczystowskiej” czy też antypisowskiej, bo jako taka była reklamowana rzeczona książka, dostałem powieść antyprawicową. Prywatnie przykry jest też dla mnie stosunek autora do kultury hip-hopowej, który przedstawia na ostatnich trzydziestu kartach omawianego utworu. Nie on jeden brutalnie spłyca moją ukochaną subkuturę (która paradoksalnie ma wiele wspólnego z ustrojem tak zwanej „sprawiedliwości społecznej”), toteż z boleścią jestem w stanie przymknąć na to oko.

Na pochwałę zasługuje całkiem sporo mniej lub bardziej celnych spostrzeżeń, czy chociażby obraz wojny na tle religijno-seksualnym przedstawiony w drugiej części powieści. Chociaż dzisiaj coś takiego brzmi raczej egzotycznie, mamy dosadną przestrogę przed ponownym oddaniem władzy w ręce PiSu lub ich podobnych (mam tu na myśli zidiociałych hipokrytów, tępo zapatrzonych w święte obrazki, gotowych badać orientację teletubisiów czy też ogłaszać Chrystusa królem państwa, które sami nazywają Rzeczpospolitą). Mimo opisanych wcześniej minusów, warto New romantic przeczytać choćby z tego jednego powodu. Dodam jeszcze, że czyta się to naprawdę szybko i choć może nie lekko to z umiarkowaną przyjemnością rosnącą wprost proporcjonalnie do lewicowych bądź anarchistycznych odchyleń światopoglądowych.

Godna choćby jednozdaniowej uwagi jest też forma. Autor opisuje wydarzenia z perspektywy i interakcji międzyludzkich trzech różnych bohaterów przy czym kończy książkę opisem śmierci tego ostatniego, spisanym z perspektywy samego bohatera… Zabieg nieczęsty, przez co ciekawy i przynajmniej w moim odczuciu, umniejszający rangę wszelakich śmierci jakie wydarzyły się w czasie trwania burzliwej akcji.

Moje uprzedzenia wynikają zapewne z nieukrywanej sympatii do PO, toteż powinno się je chyba pominąć jako niemerytoryczne. Jednym słowem: Enjoy!

And the winner is…

poniedziałek, 3 Wrzesień 2007

No i szkoła znowu się zaczęła, a wraz z nią konkretne poddenerwowanie, nie będące bezpośrednio związane z samą szkołą, ale nie czas jeszcze o tym pisać. Postanowiłem natomiast po raz pierwszy przyznać nagrodę Złotej Szubienicy i tytuł „Politycznego Kamikaze Roku”. Czy już wiecie komu? Nie? The winner is Mister Andreeeeeeeeew Lepper! W ultrakatolickim kraju osoba publiczna przyznająca się do zdrady małżonka (, co gorsza kilkakrotnej) dobrowolnie wyzbywa się resztek szacunku. Człowiek, na którym ciążą podejrzenia o molestowanie i gwałt popełnia polityczne samobójstwo, ale cóż w tej kategorii będzie panował niepodzielnie przynajmniej przez najbliższy rok. ;) A teraz:

Epitafium dla kurtyzany (3.09.2007)

Najszlachetniejsza z kurtyzan
Niechaj Cię owionie zaświatów bryza
Nie ma dla Ciebie miejsca w nowym Rzymie
Prędzej znajdziesz je na Krymie
Zdala od wielogłowego Nerona
Może zmartwychstaniesz gdy potwór ten skona
A może dusza Twa zostanie podzielona
Między dzieci co Twoimi dziedzicami
Głosić będą wolność dniami i nocami
Nie da mi nic szczęścia
Tak jak to właśnie da mi

Nie ujmowała się żadna z sióstr Twoich
Za tym co w cieniu stoi
Najzamożniejszy władca Twego gniewu się zaś boi
I cóż poczniem synowie Mieszka
Gdy wszechpotężna ulicznica między nami już nie mieszka

Oddając się dawałaś przykład oddania
Wymagałaś tylko zaangażowania
Wielu wciąż Ci się kłania
Chociaż żałobna szata Twe kształty przysłania

Zabił Cię wielogłowy Neron
Ptasim dziobem przeszywając ciało Twoje
Czy zmartwychstałas historia dopowie
I zapisze krwawe zwoje
Demokratio błogosławię imię Twoje

Koniec demokracji

czwartek, 30 Sierpień 2007

Z dniem dzisiejszym oficjalnie pożegnaliśmy w kraju demokrację. Wielu powie, że to stało się już dawno, ale dla mnie dzisiaj nastąpiły pierwsze dwa drastyczne jej pogwałcenie poprzedzone mniejszymi zamachami.

1. ABW zatrzymuje Janusza Kaczmarka pod zarzutem utrudniania śledztwa. Nie chcę się rozwodzić nad tym czy był winny czy nie, ale w demokratycznych systemach prawnych stosuje się zasadę, która się ładnie zowie „domniemaniem niewinności”. Mimo że odmawia się go Kaczmarkowi, stosuje się je w stosunku do Ziobry, bo niby minister sprawiedliwości nie mógł popełnić przestępstwa? Nie te czasy. Kiedy będziemy wszczepiać politykom chipy pozwalające sprawdzać prawdomówność, zaniechanie jakichkolwiek działań będzie uzasadnione. Każda zachodnia demokracja w podobnym wypadku postąpiłaby w ten sam sposób z oboma ministrami (,to jest urlopowałaby ich lub zdymisjonowała)

2. Choćby dowody świadczące o winie oskarżonego były niezbite, wciąż przysługuje mu prawo do obrońcy (wybranego przez siebie jeśli go stać lub z urzędu jeśli go nie stać). Ponieważ zachodzi podejrzenie, iż adwokat z urzędu mógłby działać na szkodę byłego ministra prawo do obrony we własnym zakresie jest jak najbardziej uzasadnione.

3. Sąd najwyższy wydał wyrok, z którego wynika, że strony internetowe należy rejestrować w sądzie jako tytuły prasowe. Czy podobne wymogi istnieją gdziekolwiek wspólnie z wolnymi mediami? Otóż nie.

Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości co do [nie]istnienia demokracji w naszym państwie? Cóż, nie zdziwię się jeśli po tym poście zostanę zmuszony do zamknięcia bloga ;)

Tak z innej beczki. Po kilkudniowej walce udało mi się uskutecznić software-mixing w moim Ubuntu

…, bo rzeczywistość trzeba komentować…

piątek, 29 Czerwiec 2007

Na świeżo kilka spostrzeżeń, które umknęły mi wczoraj lub pojawiły się dzisiaj… Pozwolę sobie ustosunkować się do komentarza Mera na temat nowej Morwy… Ciężko jest mi obiektywnie ocenić płytę składu, który robił kawał tłustego trueschoolu, a teraz serwuje coś w klimatach Liroya czy Molesty (wiesz, co mam na myśli? „To już dziesięć lat…” blablabla, po prostu na tej płycie nie było dla mnie nic nowego, a płyt retrospekcyjnych mamy już w Polsce kilka, mimo że staż kultury hip-hopowej jest raczej marny w porównaniu z tym amerykańskim. Trochę się boję, że za dwa-trzy lata już zupełnie nie będzie czego słuchać, bo na płytach będą gadki w stylu „Jestem świetny, bo nagrywam od piętnastu lat”

Dalej, Euro 2012. Miałem szczerą nadzieję, że to będzie bodziec, żeby coś się w tym dziwnym kraju zmieniło. I jakaś szansa dla tego śmiesznego rządu na częściową rehabilitację, ale co się okazało? Na staranie się o pieniądze z Unii Europejskiej jest już za późno, autor wczorajszego przeglądu prasy w „kawie czy herbacie” bardzo ładnie to podsumował mówiąc, że albo zapłacimy wyższe podatki, albo obejrzymy Euro z Włoch. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że żadna możliwość nie jest satysfakcjonująca…

Wracając do współczesnej muzyki rozrywkowej, to paradoksalnie kierunek w jakim ta zmierza jest tak dziwnie niezaskakujący, że aż chce się to skomentować. Po komercyjnym sukcesie Piotra Rubika, którego utwory, mówiąc nawiasem, zakrawają dla mnie na kpinę (przynajmniej w warstwie tekstowej, bo to prawie poezja, ale prawie robi wielką różnicę), co widzę dziś w telewizji? Nagranie Leszczy (cóż za wyszukana nazwa, określająca zarazem ich pozycję na arenie dobrej muzyki), z solistką operową (bodajże Małgorzatą Walewską)… I o to mamy przykład jak machina show-biznesu przystawia sztuce do głowy rewolwer. Bo przez łączenie muzyki poważnej z rozrywkową powstaje miszmasz, który w znacznym stopniu degeneruje tę pierwszą i bezczelnie kłamie prostym ludziom, że się ukulturalniają… A dlaczego kłamie? Bo jeżeli kultura zejdzie poniżej pewnego poziomu, staje się popkulturą. Nędzną namiastką swojej starszej i zacniejszej siostry… Trochę się rozpisałem, więc zastanawiam się czy jeszcze męczyć Was wierszem… Chyba pozwolę Wam odpocząć…

Eviva l’arte?

czwartek, 31 Maj 2007

Na wstępie, w tych mało przyjemnych okolicznościach chciałbym pozdrowić moją ulubioną sorkę Chwedczuk ;) Dlaczego? Otóż dlatego, że jej czarna przepowiednia wypowiedziana w kontekście medialnej krucjaty przeciw teletubisiom staje się faktem! Wujek G. postanowił zlitować się nad biedną dziatwą, która czyta tak dużo, że trzeba jej odjąć „Cierpienia młodego Wertera”, „Fausta”, „Proces” i kilka innych „pomniejszych” utworów… Swoją drogą redaktorzy http://wiadomosci24.pl poruszyli ciekawy aspekt sprawy

Parlamentarzyści Platformy przypomnieli, że o wprowadzenie właśnie tych autorów do listy zabiegała przed laty „Solidarność”

Rządzący zdradzają swoje ideały? Nic nowego, ale może rzeczywiście nasza prawica zdradza lewicowe zapędy, to by nawet pasowało do obrazka rysowanego przez środowiska gejowskie, o rzekomych utajonych upodobaniach naszych polityków ;)

Wracając do pierwotnego tematu, postanowiłem postawić retoryczne pytanie: „Czy w dobie powrotu cenzury <<Eviva l’arte>> ma jeszcze jakiś sens merytoryczny tudzież rację bytu?

Teletubisie i homoseksualizm

wtorek, 29 Maj 2007

Ostatnio żyję na dość wysokich obrotach, więc nie było czasu, żeby tu cokolwiek pisać… Mam już nowy dysk, ale jeszcze nie miałem czasu, żeby odzyskać dane. Dzisiaj piszę z dwóch powodów… Pierwszy jest taki, że aż ciśnie się na usta kilka niezbyt pochlebnych słów w stronę rządu, za niepotrzebne wzniecanie publicznych niepokojów. Cała sprawa jest poniżej krytyki, taki gwałt na dziecięcej wyobraźni jest wprost niewyobrażalny w tej części świata. O czym piszę? Z pewnością wystarczy tytuł dzisiejszego wpisu… Wprawdzie swoje wczesne dzieciństwo pamiętam jak przez mgłę, ale idę o zakład, że nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak homoseksualizm… Jeżeli nawet Bracia Mniejsi, chcą chronić społeczeństwo przed tym zdrożnym zjawiskiem to wychodzi im coś zupełnie odwrotnego, bo oto biedne dzieci zaczynają pytać, co to jest homoseksualizm i skąd się wzięło, a od zainteresowania tylko krok do fascynacji… Zakazujmy propagandy homoseksualizmu, seksu, marihuany, a stadiony na Euro 2012 zbudują nam się same… Żałosne… A w nagrodę, za nieprzespaną noc, pewnej upersonifikowanej sile:

Migrena (10.3.2006)

I poczułem jak mnie ogarnia…
Pani Migrena, w łańcuchy strojna,
w pejcze zbrojna…
Dłonie położyła na mej głowie,
Czekam co mi powie
Jaką bolesną pieszczotę mi zada,
Czy to będzie dla mnie biada?

Kochanka oplata udami swego wybranka…
Migrena ostatnią, która mnie kocha
Chociaż po każdym spędzonym z nią dniu czy nocy ja rzewnie szlocham…
Bo natarczywa jest jak prostytutka
i tak jak ona, nieprzewidywalna w skutkach…

I choć ja jej płacę, leków tuzinami,
ona wciąż wraca dniami i nocami,
by władać moimi zmysłami…
i chociaż to ja jej płacę
Ciągle na tym tracę
Bo Migrena, jak każda dziwka, chciwa
Tak to z kobietami bywa…

Widmo końca świata

poniedziałek, 7 Maj 2007

Tytuł górnolotny, ale to dość wyrafinowana metafora, chociaż zdaję sobie sprawę, że na pierwszy rzut oka wygląda na slogan reklamujący nową hollywoodzką produkcję. Cała przenośnia wiąże się, z możliwością utraty około 160 gigabajtów danych, która stała się wczoraj późnym popołudniem bardzo realna… Za rozchwianie mojego sprzętu śmiem winić bezpośrednio 20gigabajtowy dysk Caviara, który najprawdopodobniej zepsuł się po tym jak komputer ostatnio odmówił mi posłuszeństwa, choć jego wina jest moim niepotwierdzonym domniemaniem… Przydałby mi się jeszcze dzień wolnego na wnikliwe testy wydajności komputera i ewentualne odstawienie go do serwisu… Wydaje mi się, że zrobiłem kopię wszystkich swoich prac, nie chciałbym tylko czegoś pominąć… Pozostaje zawiesić to gdzieś w sieci… Wybaczcie, ale dziś nie mam nastroju raczyć was wierszami… Poprzestanę na tym, że dzisiaj przeczytałem, że pewnien szalony, w moim mniemaniu, naukowiec wyprowadził wzór matematyczny na piękną kobietę… Skwituję to w typowo humanistyczny sposób, co chyba zresztą nikogo nie zdziwi:

Piękna kobieta podoba się oczom, dobra kobieta – sercu. Pierwsza jest klejnotem, druga – skarbem.

Czucie i wiara silniej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko…

Swoją drogą to nie jedyny dzisiaj ciekawy artykuł z kolektywu o2… Dziewczyno, lubisz miniówki? Uważaj, żeby ich nie nosić zbyt blisko ulicy Teraz już wiem po co ma być nowa konstytucja… Stara zabrania ograniczania swobód i wolności obywatelskich. Skąd my bierzemy posłów tak ślepo zapatrzonych w katolicyzm, żeby wysuwali podobne propozycje?

Ick-addicted :P

sobota, 5 Maj 2007

Koleżanka stwierdziła, że ostatnia notka była zbyt krótka, ta zatem będzie dłuższa…

Stwierdziła też, ku mojej uciesze,że jest uzależnieniona

od rozmów ze mną. :D

Doprawdy ciekawe i, co tu dużo gadać, przyjemne.

O czym chciałbym dzisiaj powiedzieć? Z jasnych względów będzie o patriotyzmie i o maturze, bo nawet Polakowi trudno objąć umysłem to co się dzieje… Otóż, dwóch największych piewców patriotyzmu z polskiej sceny politycznej nawet nie wywiesiło flag przy okazji trzeciego maja. Co zaś się tyczy matur, w jednej z wrocławskich szkół unieważniono pisemną maturę z języka polskiego, bo komuś zadzwonił telefon, za to w Rawie Mazowieckiej, rzekomo nie wpuszczono trzech uczniów na ten egzamin… Powracając do tematu uzależnień:

Tęsknota (17.5.2005)

Pytasz mnie czy tęsknię -

Pytaj

Wystarczy tylko z moich oczu czytać

Tutaj słowa są marne

Ja sam swoich myśli nie ogarnę

Ja bez Ciebie jak w bezlitosnej sawannie

Umieram

I czy urodzę się ponownie gdy pragnienie życiodajnej wody doskwiera?

Ciężkie jest życie rapera

Oj ciężkie gdy ktoś natchnienie mu odbiera

Gdy w serce wkradnie się coś na wzór niszczyciela

Co całe piękno zabiera

Czuję się jakbym był na pustyni.

Nic nie da mi sok z kaktusa czy dyni

Bo do Ambrozji przywykły moje usta

A strumień mej Ambrozji na dzień dzisiejszy ustał

I czy nie będzie za późno gdy Ambrozja moja wróci

Czy jeszcze dam się ocucić

Czy spuszczę głowę i zamknę oczy by ponad chmury wrócić

“Świat wypadł z formy…”

sobota, 28 Kwiecień 2007

No właśnie… Tylko dlaczegóż nie ma kto go wrócić do normy? Dajcie nam drugiego Hamleta, który rozprawi się z hipokryzją w tym kraju, nawet jeśli miałby sam zginąć… Postanowiłem napisać streszczenie komediodramatu pod tytułem „P jak Polska”, który możemy oglądać nieustannie od kilku miesięcy we wszystkich stacjach telewizyjnych, radiowych, a nawet w internecie (o proszę jak ta technika poszła do przodu :P ). Pozwolę sobie skupić się na kilku ostatnich odcinkach. Otóż, okazuje się, że niejaka Marta K., córka najbardziej wpływowego katolika w Polsce rozwodzi się ze swoim mężem, a zanim jeszcze weźmie ślub z facetem o skrajnie innych niż jej ojciec poglądach politycznych jest z nim w ciąży, doprawdy piękny przykład katolicyzmu. Samotny Krzyżowiec o dwóch imionach zamiast nazwiska, uznaje partię Panów K. za niegodną jego bytności tamże i postanawia pójść na swoje… Dzielny krzyżowiec nie potrafi zrozumieć, że przeciętny Kowalski nie oczekuje nowych partii tylko sensownie myślących ludzi o ukształtowanym kręgosłupie moralnym i wykształconych do mądrego kierowania państwem. Nigdy nie wątpiłem także w obłudę serialowych realizatorów Licznych Pomysłów Romana, ci obrońcy moralności postanowili posłużyć się twardą pornografią, aby ośmieszyć legalną manifestację… Ciekawe kogo tak naprawdę ośmieszą? Mnie tam mama uczyła, że ten się śmieje kto się śmieje ostatni… Jakby tego było mało, scenarzyści zadbali też o wątek kryminalny. Dzielni funkcjonariusze Agencji Bezbłędnie Wyszkolonej w nie do końca jasny sposób doprowadzili do śmierci plugawej szefowej mafii, co to niby miała handlować lewym węglem. Wątku kulturalnego nie zabrakło takoż: Nagrodę Wykonawcy Roku zdobył Mezo, najwybitniejszy polski przedstawiciel kultury hip-hopowej. Och „życie, życie jest nowelą” (ups to nie ta bajka :P )*

* Podobieństwo miejsc, osób i zdarzeń jest najzupełniej przypadkowe
A tak na poważnie: Swego czasu Vienio i Pele rapowali na bicie Volta „Rewolucja jest blisko, na ulicę wyjdą dzieci, wszem i wobec zademonstrują sprzeciw, by zapobiec musiałoby się wiele zmienić…” i tak dalej, a jak mówił Peja „Nie zmienia się nic”, a rewolucji, ani widu ani, słychu :roll:

Dzisiaj dam Wam odpocząć od moich wypocin, ale za to dam wyraz swojemu patriotyzmowi