Wiem, że dzisiaj mamy wtorek, nie poniedziałek. Tekst który za chwilę zobaczycie jest jednak bardzo mocno osadzony w poniedziałku. I przynajmniej dla mnie jest jakimś powodem, żeby nie-nienawidzić wszystkich dni tego rodzaju. Długo zastanawiałem się czy w ogóle czy Wam go pokazać. Nie chciałem bowiem, żeby ktoś sobie pomyślał coś niestosownego (cokolwiek to znaczy
). Moje parcie na szkło jednak wygrało i oto chwalę się swoim najmłodszym prozatorskim dziecięciem:
Poniedziałek. Coś między 7:30, a 8:00. Siedziałem już na uczelni próbując zsynchronizować półkule mózgowe dla lepszego samopoczucia. W pewnym momencie zorientowałem się, że zamiast programu mającego wprawić mnie szybko w stan euforii, wybrałem ten o lekkim zabarwieniu erotycznym. Wyłączyłem go czym prędzej. W końcu uczelnia to nie miejsce na erotykę. Nawet tę najlżejszą.
Znajome dzwonienie w uszach nastąpiło choć wysłuchałem niewiele ponad połowę nagrania. I wtedy z jednego z pomieszczeń wyłoniła się ona. Piegowata blondyna, na oko lat trzydziestu, może nieco mniej lub odrobinę więcej. Szła po wodę na kawę. Lekko wymemłana, jak przystało na poweekendowy poranek, ale z kocią gracją w każdym kroku. Czarna garsonka, takież rajstopy i baletki z noskami pokrytymi czymś zapewne imitującym srebro. Pomyślałem sobie: Dlaczego nie pończochy, słonko?!, a zaraz za tą myślą powędrowała refleksja w rodzaju Przecież i tak nie dobierzesz się do tych kolan, udek, ani tego co pomiędzy nimi.
Blondyna wyszła z toalety z czajnikiem pełnym wody. Nasze spojrzenia spotkały się. Widziałem w jej niebieskich oczach to samo napięcie, które ona musiała widzieć w moich. I wtedy…
Kobieta wykonała potężny zamach czajnikiem. Małe AGD zgubiło pokrywkę trzaskając o posadzkę. Po mojej prawicy urosło niewielkie jeziorko. Nie zważając na to, nazwijmy ją Agnieszka, ruszyła ku mnie zdecydowanym krokiem, a w jej oczach płonęła żądza. Wiedziałem już co chce ze mną zrobić kiedy zwinnym ruchem wdrapała się na moje kolana, umieszczając moje dłonie na swoich pośladkach. Mruczała zalotnie, jak przystało na kocicę. Nasze usta złączyły się w namiętnym, niemal zwierzęcym w swojej gwałtowności pocałunku.
Mógłbym napisać co było dalej, ale dalej moja kochanka wróciła do swojego pokoju i zapewne zaparzyła sobie kawę.
Kurwa, to nie to piętro. – dotarło do mnie.
I nie to uniwersum, niestety. Z mojej wyimaginowanej seks-przygody wyciągnąłem jednak wniosek, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszechświat naprawdę chciał, żebym poznał Agnieszkę, a że nie poznałem jej tak blisko jakbym sobie tego życzył to już całkiem inna bajka.