Archiwum kategorii ‘Wiersze’

Implied meaning

sobota, 10 Grudzień 2011

Jednym z kryteriów, na podstawie których orzekam czy dany film jest dobry czy nie, jest pytanie czy jego obejrzenie zmusiło mnie do myślenia czy też nie. Wstyd się przyznać, ale ostatnimi czasy unikam dobrych filmów, żeby przypadkiem nie wprowadzić się w zbyt posępny nastrój. A szczególnie, że czasem z takiego seansu wynika wiersz. Kto śledzi mnie na portalach społecznościowych zapewne wie co wczoraj oglądałem. Kto nie śledzi, może się domyślać ;)

Proch (9.12.2011)

Gnałem Marysię po całym kraju
Potem poznałem Kasię
By nazajutrz
Siedzieć za sutenerstwo
Bo mój sposób zarobkowania
Stanowił przestępstwo
Nie miałem nic do gadania
Gdy znalazłem się w kajdanach
Nie w tych błyszczących
Lecz krępujących
Moje ciało i marzenia
Choć chciałem wszystko pozmieniać

Byłem prochem
Jestem pyłem
Myślałem że choć trochę
Żyłem
Lecz nie wiem czy bardziej
Siebie czy innych łudziłem
Żaden ze mnie twardziel
Nawet zdrajcy nie zabiłem
Więc teraz jestem pyłem
Choć byłem prochem
Czy tego żałuję
Bardziej niż trochę
Lecz co kogo obchodzi
Co ja teraz czuje

Debt

wtorek, 8 Listopad 2011

Dzisiaj proszę państwa porozmawiamy o Wszechświecie. Tak się akurat składa, że w swojej zwyczajnej rozrzutności słownej obiecałem go niejakiej Annie K. Jakież Ty masz prawa do wszechświata, niedouczony pisarczyku?! – zakrzyknie ktoś z publiczności. Ano właśnie żadne. Dlatego postanowiłem, nie po raz pierwszy zresztą, stworzyć swój własny Wszechświat. I niech ktoś mi powie, że nie spłacam długów.

Debt (8th Nov ’11)

I owe you the universe
So hereby in this verse
I present it to you
Among people
Who scrape through
Life pointlessly
We are those
Who choose to see

I gave you what you have already  had
You have created it
Others may consider us mad
But we do not give a shit
and we do not buy things
they consider sweet

We are creators
And we live
In the world of predators
Still it is irrelevant
As long as there exist
Those places covered with mist
And they will not perish
As long as we breathe
Because we fill them with
The esence
We constitute senses
And the whole perception
We define all the laws
Without exceptions

So my gift
Is in fact a lift
To a higher dimension
But this
I do not have to mention
Because the universe is yours
And you know precisely
How it goes

 

Despite

wtorek, 14 Czerwiec 2011

Mimo dobrych chęci, nie chce mi się uczyć. Mimo, że nie chce mi się uczyć to jednak próbuje. Mimo, że tylko uczeniem powinienem się teraz zajmować przeniosłem bloga na inny serwer (tamten padał), a teraz do Was piszę. Mimo, że tego nie chciałem, blog mi się nieco zangielszczył, mimo że wgrałem spolszczenie. Ja nie bardzo wiem co z tym zrobić, a nawet jakbym wiedział to nie miałbym czasu się z tym bawić. Ponadto wyzerowało mi Wasze lajki pod postami, co Was pewnie średnio obchodzi, dla mnie jest nieco smutne, ale mimo to blog nie wróci na poprzednią lokalizację.

A teraz się dowiecie po co te wszystkie powtórzenia w poprzednim akapicie, a ja, miejmy nadzieję wrócę do nauki. Mimo wszystko ;)

Mimo dobrych chęci (13.03.2006)

Mimo dobrych chęci,
mimo tego, że tak bardzo mnie nęcisz
Muszę zrezygnować z tego,
By ratować moje zdrowe jeszcze ego

Bardzo zależało mi na Tobie
Chyba nadal mi zależy,
ale co ja wobec tego zrobię,
że Ty śnisz, że obok Ciebie inny leży

Walczyć z nim nie jestem w stanie
Z Tobą walczyć nie chcę
Wybacz mi, już nic się między nami nie stanie,
Chyba, że na Twoje zawołanie…

Question

środa, 11 Maj 2011

Wczoraj zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno nie traktuję ludzi zbyt instrumentalnie. Doszedłem do wniosku, że mam pewne cechy socjopaty. Otóż mówię ludziom, że mi na nich zależy, czasem, że ich kocham i mam na myśli to co mówię. Czy jednak wiem co to naprawdę znaczy kochać kogoś i przejmować się nim? Tu zaczynają się schody. Do niedawna myślałem, że wiem co mówię. Czy aby na pewno?

Miłość prawdziwa, rodem z romansów lub ludzkich frazesów wszystko rozumie i wszystko wybacza. Ja potrafię z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że nie wszystko mi się podoba w osobach, które kocham (mówię tu o członkach rodziny). Czy zatem kocham je naprawdę? I idąc dalej, czy mam obowiązek wybaczać wszystko osobom, które kocham? Bo jeśli tak, to zaprawdę powiadam Wam, nigdy nie kochałem naprawdę, a zapewniając ludzi o swojej miłości, wykazałem się daleko posunięta hipokryzją. Część Was sądzi pewnie, że przyjmując tak ostre kryteria, ciężko będzie znaleźć osoby, które kiedykolwiek kogoś kochały. Dylematy tego rodzaju stanowią jednak obecnie większą część mojego życia duchowego.

Wszystkie te kwestie wskazują w jakiś stopniu na mój egoizm. Nie tylko dostosowuję definicje uczuć do swojego na nie spojrzenia, ale też otwarcie, iż postrzegam ludzi w kategoriach przydatności do swoich celów. A czy te cele wynikają z mojego widzimisię czy też z bardziej altruistycznych pobudek to kwestia drugorzędna. Czy to wszystko potęguje moje zadufanie w sobie czy jest wyrazem szczerości, na którą innych zwykle nie stać (, a przynajmniej nie w takich ilościach i natężeniu)?

Dzisiaj zatem wiersz, który w moim odczuciu, koresponduje z tymi skąd inąd posępnymi rozmyśleniami:

Pytanie upadłego wieszcza (18.1.2007)

Uwierzyłem że mogę wykreować własny świat
Nie chodzi tu o raj bez wad
lecz raczej o mój mikrokosmos
Z dala od dyfuzji czy iluzji innych osmoz
Świat z liter gdzie każdy będzie szczęśliwy
bo w swej prostocie miał on być prawdziwy
Ale cóż za dziwy
Ludzie mówią że umysł mój leniwy
Duch jest zbytnio tkliwy
i byle czym się wzrusza
Ja powiadam uczuć susza
Co raz mniej człowieka w człowieku
Proporcje zachwiane
Znowu budzą mnie te niespokojne myśli nad ranem
Czy jeszcze kiedyś będzie mi dane
Zanegować sens materii
Wrócić do źródła
Tak bym mógł określić swój cel
Bez pudła

Perfect circle

niedziela, 24 Kwiecień 2011

Moje odczucia odnośnie roli intymnych relacji interpersonalnych w moim życiu, zataczają właśnie koło. Na początku była afirmacja, o tyle słaba, że osnuta na kanwie swoistej niższości, poczucia, że niezależnie od własnych starań, zawsze będę emocjonalnie upośledzony, niekompletny. Potem przyszły one – miłostki. Platoniczne, quasi-platoniczne i te mniej lub bardziej odwzajemnione. Pierwsza z nich (miłostek, nie dziewcząt, brońcie niebiosa!) kazała mi zerwać z tą miernie ugruntowaną afirmacją.

Bo oto okazało się, że nie tylko, jak każdy, mam potrzebę czuć się zauważony przez rówieśnicę, ale też pojawiła się rówieśnica, która mnie zauważyła. Nie do końca, wprawdzie tak, jakbym sobie tego wtedy życzył, ale cóż był to jakiś początek. I choć dzisiaj idealne koło doprowadziło mnie do afirmacji na podstawie przeświadczenia o byciu pełnoprawną, samowystarczalną uczuciowo jednostką, pozwolę sobie na sentymentalną podróż do czasu kiedy odczułem dysonans między swym pokornym podejściem, a tym czego chciałem naprawdę. Jak za chwilę zobaczycie, początkowo nie spodziewałem się, że powyższy utwór kiedykolwiek ujrzy światło dzienne. Uczucia jednak, mają to do siebie, że się wypalają, a na ich stosach płoną również rozmaite niepewności i lęki:

Prywatne (13.11.2005)

Cztery męskie oczy wpatrzone w jedną w czerń odzianą postać
Dwa męskie serca, które chcą z nią w jednym miejscu zostać
Dwoje męskich ust, które chcą powiedzieć „zostaw”
Dwie głowy, które im tego zabraniają
Tysiące myśli, które w głowach ich nastają
A oprócz tego dwie dłonie, które w braterskim uścisku pozostają

Oni wiedzą, że to nie zabawa
Bacznie patrzą jak z lewa i z prawa
Nadchodzą faceci -
Boże, niech ten czas już szybciej leci
Niech ona przyjdzie tu i swym uśmiechem
Ukoi ten niepokój, który czują
Stoicka postawa na zewnątrz, w środku
- wariują

Lecz ona idzie do nich i do tamtych znowu wraca
Bracia czują nad głowami topór kata
Tamci w prawdzie też na nią patrzą
Nie byłoby w tym nic złego,
Gdyby tym spojrzeniem nie realizowali swego samczego ego
Trudno jest braciom przywyknąć do tego
Aż w końcu wszyscy wychodzą
Jest bezpieczna i to się liczy,
a żadne już serce niepokojem nie krzyczy

Byłbym zapomniał. Happy Chr… znaczy wesołych świąt. ^^

Confession

wtorek, 19 Kwiecień 2011

W listopadzie 2009 zamieściłem tutaj wpis Semi-confession i choć trochę się w nim uzewnętrzniłem, to będzie to nic w porównaniu z tym co przeczytacie dzisiaj, tamte refleksje są naprawdę neutralne. Bodajże wczoraj znalazłem, proszę państwa, niepublikowany wiersz. Doskonale rozumiem czemu go nie opublikowałem. Jakkolwiek sztampowo to zabrzmi, nie jestem już tym samym człowiekiem. A że kiedyś lubiłem wypić za dużo to fakt tyleż wstydliwy co niezaprzeczalny.

Dowód rzeczowy nr 1:

Dowód rzeczowy nr 2:

Spowiedź (11.7.2009)

Nie umiem pić
Nie umiem palić
Umiem tylko pisać
I mistrzowsko się żalić

W tym sensie jestem alkoholikiem
Bo gdy słowa liche
Zostaje zaprzyjaźnić się z flaszką
Nikt jak ona nie wyśmiewa
Problemów z samoakceptacją

Łatwiej rozmawiać z kobietami
Gdy moc procentów
W żyłach gra mi
Co się tyczy facetów
Śmiać się łatwiej z nimi
Bo ile można narzekać
Powtarzać że mnie nic dobrego
W życiu nie czeka

Lecz linia jest cienka
Nie widzę jaki ma kolor
Dopóki się nie zarzygasz
Zgony nie bolą
Gorzej gdy ci których cenisz
Zmywać z ciebie muszą
Prawie przetrawioną wódkę z colą

Wtedy nie znajdujesz słów przeprosin
Złość na samego siebie
od środka cię roznosi
Z postanowieniem zaczynasz się nosić
By w końcu raz a dobrze
Powiedzieć dosyć

 

Stream of consciousness

niedziela, 17 Kwiecień 2011

Dzisiaj prezentuję Wam anglojęzyczny strumień świadomości. Jak pewnie nie trudno się domyślić zapoczątkowało go to, że na fejsie czy innym gg zobaczyłem u koleżanki przebój sprzed kilku(nastu?) lat o wielkim wielkim świecie. Pierwsza strofoida jest delikatnie stylizowana na język rapowy, druga zaś jest bardziej abstrakcyjna:

Stream of consciousness (13th Apr ’11)

I’m a big big dog
In this fucked up world
It doesn’t take a word
To get me on board
If you’re gonna go big
I’m ain’t no pig
So don’t treat me as one
You better think
How did the story began
And if you reach a certain conclusion
Express it without further confusion

It will do us all best
If we decide to remove it
From our chests
You can always fight it
But it’s better to comply
Let your soul fly
In the land of dreams
Where happiness
Is an ultimate theme
Where you don’t know
Any pain or sorrow
While good memories
Are the only things you might borrow

Spiritually

wtorek, 15 Marzec 2011

Nie zamierzam zgrywać osoby, którą to co się stało w Japonii doprowadziło do objawienia. Zdecydowanie nie była to też główna inspiracja  dla dzisiejszego utworu, ale mocno wierzę, że tkwi to gdzieś w mojej podświadomości i miało jakiś wpływ na powstanie tegoż. Zawsze jednak powtarzam, że zazdroszczę osobom o mocno zakorzenionej religijności. To z kolei sprawia, że okresowo odczuwam potrzebę wystosowania swoistego oświadczenia do Boga, o którego istnieniu jestem przekonany, choć ani nie dałbym sobie za nie uciąć ręki, ani tymbardziej, nie dałbym się takiemu wątpliwemu bytowi zdominować.

Do demiurga (15.3.2011)

Straciłem poczucie że Ciebie znam
I choć byłoby łatwiej bezwarunkowo wierzyć
To już tak mam
Że nie potrafię czegoś przeżyć
Gdy nie widzę w tym logiki
Może Szatan mi pomieszał szyki
Może będąc sobie panem sięgam po zbyt wiele
Lecz co jeśli nieśmiertelna dusza w ciele
Jest mirażem
Który wymyślił zlękniony śmierci starzec

Nie chcę umrzeć jako ten co bał się życia
Nie chcę wyrzekać się siebie dla kogoś
Kto boi się wyjść z ukrycia
Bo co jeśli błaznem jest i kpiarzem
Mam nadal robić to co on mi każe

Tęsknię za pewnością
Że jesteś niczym więcej
Niż miłością
Lecz choćbym usilnie
Próbował Cię usprawiedliwić
To wciąż nie mogę się nadziwić
Temu wszystkiemu co sprawiasz
Wybacz lecz już nie umiem
sobie wmawiać
Że z bólu i śmierci
Może płynąć coś co nas naprawia

A year from heaven

niedziela, 13 Marzec 2011

Niewiele miałem w swoim życiu kompleksów, za to te, które mam czy miałem działają / działały (niepotrzebne skreślić) na mnie potężnie. Jeden z takich kompleksów wywoływała samotność. Miałem ten kompleks na długo przed tym jak poznałem swoją przyszłą byłą, miałem go przez jakiś czas, kiedy się tą byłą stała. A był ów kompleks, przywarą tak perfidną, iż głęboko wątpiłem, że będę z kimś. Ba, wyrobił on we mnie przeświadczenie, że jestem wartościowy, bo nie jestem sam, tymczasem było zupełnie odwrotnie, tzn. nie byłem sam, bo byłem wartościowy.

- Zaraz, zaraz… – zapytają niektórzy – Czy to znaczy, że skoro znowu jesteś wolny to nie czujesz się wartościowy?

I jest to pytanie o tyle na miejscu, że do niedawna właśnie tak by to działało. Ale już tak nie działa. I o ile czegoś się przez ten rok nauczyłem o sobie, o ludziach i o życiu ogólnie to właśnie tego. Pora jednak urwać ten stanowczo przydługi wstęp i zostawić Was z wierszem:

O rok od nieba (12.3.2011)

Oto jesteśmy o rok od nieba
Z którego garściami czerpać
Nam już nie trzeba
I choć to nie lata świetlne
To ten czas gdy było świetnie
Tak odległy się wydaje
Że pamięci ledwo staje
By przywołać te wspomnienia
Może to moc zapomnienia
Ma wyjść z cienia
Na lepsze wszystko pozmieniać

Wiele lekcji jest przed nami
Jedne przyjmujemy z pokorą
Inne skutkują łzami
Doświadczenia są duszy solą
Zwłaszcza jeśli bolą

A gdy rany się zagoją
Wracasz do tych
Którzy się o Ciebie boją
A Twe czoło miast być nachmurzone
Dumnie jest znów uniesione

Hit da floor!

niedziela, 13 Luty 2011

Dobrze było wczoraj / dzisiaj, co się będę rozdrabniał. Bez wątpienia najbardziej energetyczna sytuacja towarzyska od stycznia 2010, tylko bez wybuchowego finału ;) Swoją drogą Gramofon przeżywał chyba jakąś inwazję absolwentów platerki. Tylu znajomych gąb nie było mi dotąd dane spotkać, jeśli nie było to umówione. I wiecie co? Na tę okoliczność powstał wiersz, ze specjalną dedykacją dla Marty M. która wyciągnęła mnie do tego przybytku szatana przyśpieszając w ten sposób koniec świata (kto ma wiedzieć o co chodzi ten wie ^^ ) i równie specjalnymi pozdrowieniami dla platerkowego stolika. Świetnie było Was widzieć.

Epikurejsko (13.02.2011)

Chociaż nic się między nami nie stanie
Miej ode mnie chociaż
Ten mój pseudo-taniec
Bo dzisiaj jesteś moją mistress
Odrzuć smutki i zmartwienia
Zapomnij stres
To czas zabawy
I musisz mi wybaczyć
Że nie mam w tym wprawy

Prędko mnie nie zobaczysz
W takiej sytuacji
Więc korzystaj śmiało
Z niebywałej tej atrakcji
Ale jeśli będzie mało
Cóż nam więcej pozostało
Jak tylko to powtórzyć
Pozwalając by czas
Zamiast się dłużyć
Pędził na złamanie karku
Lecz tylko piękne chwile wśród przyjaciół
Są warte tego czasu