Archiwum kategorii ‘Wiersze’

Obey me!

czwartek, 20 Styczeń 2011

Dzisiaj po raz kolejny obejrzałem Zakochanego Szekspira i proszę, od razu zaowocowało to wierszem w jego języku. Musi Wam to starczyć za komentarz.

Obey me! (20th Jan ’11)

Obey me when I commmand thee
May thy words not seek me
Until they are ready to convey
The message of sorrow that had
Nearly put thee into thy grave

Cause thy words tear me apart
When they are casual as if
The things were bright

Be ready to redeem your sins
With as solemn tears
As you haven’t manage
To produce before
Grant me that one thing
Or forever be gone!

Topos of mist – introduction

niedziela, 2 Styczeń 2011

Witam w nowym roku. Dzisiaj, przeglądając swoje wiersze zauważyłem dwa dotąd niepublikowane. Niestety dla większości z Was oba napisałem po angielsku. Oto pierwszy z nich:

Mist (16th. Oct ’10)

All you do is just teasing me
I would not want to be free
If I still felt
That we are meant to be

It appears that hope
May be something else
Than a tiny boat
Taking us to the promise land

It can give us a fake impression
That there still could be passion
If he exists
God knows I would like to be wrong
But to this thought I cannot resist
That upon us there is mist
Which can suffocate us in a heartbeat

Machoman’s diary

niedziela, 14 Listopad 2010

Zaiste, kuriozalny koncept artystyczny wpadł mi dzisiaj do łepetyny. Podzielę się nim z Wami, drodzy czytelnicy, pod tym wszakże warunkiem, że będzie on w Waszej świadomości funkcjonował jako koncept czysto literacki. Dawno nie rymowało mi się tak dobrze po polsku:

Z pamiętnika maczomena (14.11.2010)

Schowaj swe lesbijstwo do kieszeni
Dziś się wszystko zmieni
Bo jesteśmy sobie przeznaczeni
Czy nie zastanawia Cię fakt
Że znaleźliśmy się we wspólnej przestrzeni
Ujmę to tak
Jestem słońcem dla Twojej zieleni

Mam to czego brakowało Twoim przyjaciółkom
Mogę kochać się z Tobą szalenie
Mogę czule ucałować Cię w czółko
Mogę spowodować Twe omdlenie
Wirując językiem tu lub tam
Mogę okrzyknąć kurtyzaną
Lub czcić jak największą z dam

Nie dam Ci wszystkiego co mam
Dam tylko to czego potrzebujesz
I nie będę czekał na Twoje dziękuję
Spełnię najskrytsze Twe fantazje
Tylko po to żeby widzieć wyraźnie
Jak najpierw bledniesz ze strachu
A potem płoniesz z rozkoszy
Wśród ochów i achów

It’s been a while

czwartek, 16 Wrzesień 2010

Nie pisałem tutaj od ponad trzech miesięcy. Nie prowadzę statystyk, ale jestem przekonany, że pobiłem swój rekord. Bo wiecie, rekordy bije się najłatwiej, kiedy się nie stara tego robić. Jakoś tak samo wychodzi.

Możecie się zastanawiać dlaczego tak długo nie pisałem. W końcu byłem w Anglii, odwiedziłem nawet Londyn, więc mógłbym się pochwalić zdjęciem z tradycyjnie ubranymi policjantami, czy też fotką na której uwieczniliśmy Tower Bridge. Mogłem to zrobić, ale mi się nie chciało… I tak już zostało.

Teraz, drodzy czytelnicy, zastanawiacie się pewnie czemu informuję Was o swoim lenistwie. Właściwie o tym też nie chciałoby mi się pisać, gdyby nie fakt, że napisałem dziś wiersz. A w zasadzie jakoś samo tak wyszło. I to w momencie, kiedy zaczynałem myśleć, że ten skrawek sieci zmieni się niedługo w zakurzone archiwum.

To zabawne i ciekawe, że ostatnio podobają mi się jedynie te wiersze, które napisałem po angielsku. To spory cios dla moich polskojęzycznych odbiorców. Tym z Was, którzy nie rozumieją języka Wyspiarzy, będzie musiał wystarczyć ten dekadencki wstęp. Czyżbym po dwumiesięcznym pobycie w Wielkiej Brytanii zachłysnął się językiem moich łaskawych gospodarzy? Gdy tylko będę wiedział, dam Wam znać. O ile będzie mi się chciało…

With our griefs (16th Sep ’10)

With our griefs we all
End up alone
At first you think
you have found your home
a place where you belong

You would like it to be shared
You feel cheerful
Like an early bird
And once you think
Your prayers have been heard
You feel empty
like a ballpen without ink

The world is full of preachers
Philosophers, so-called teachers
But all they are doing
Is refusing to say
That at some point one day
With our griefs we all
End up alone

„Though I speak with the tongues of men and of angels[...]„

poniedziałek, 7 Czerwiec 2010

Tytuł dzisiejszego wpisu został zaczerpnięty z pierwszego listu do Koryntian, według anglikańskiej Biblii Króla Jakuba, wydanej w 1611 roku. Nie wynika on z renesansu mojej religijności, a stanowi nawiązanie do wiersza, który postanowiłem Wam dziś pokazać. Utwór powstał u schyłku tych smutnych czasów kiedy byłem singlem. Gdyby okazało się, że brakuje jakiegoś „ogonka”, proszę o powiadomienie mnie, gdyż pisałem go poza domem, używając do tego telefonu komórkowego.

(…) (12.03.2010)

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów a Ciebie bym nie znał
Nadal nie wiedziałbym że żyję
Zrozum to dobrze że  zanim Cię znałem
Myślałem że serce mi gnije

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów
byłbym pierwszym pośród głupców nie znając Ciebie
Samym swym istnieniem tchnęłaś nowe życie
kocham brodzić w zachwycie
a Ty dałaś tę możliwość
czy to co czuję to już jest chciwość
Gdy Ciebie nie było nie miałem duchowych potrzeb
było nudno choć może było prościej
Nie wzdragam się jednak przed trudami
Gdy owocują wierszami

Everlasting

piątek, 21 Maj 2010

Ostatnio nie wychodzą  mi wstępy i chyba dlatego nic tu nie piszę. Pochwalę się zatem zwolnieniem z egzaminu z Historii i Kultury Wielkiej Brytanii i zostawię Was z anglojęzycznym wierszem.

Everlasting love (21st May ’10)

After everything I have put you through
You are still here, still willing to
Give me your heart in exchange for mine
Although the exchange ratio is not fine
As my heart’s value is not so high
You are a shiver through spine
You are a solar ray
Delightful smell during May

I have been vain
Concentrating on my pain
I cannot express how bad
I feel about it
Thankfully you did not go mad
‘Cause if we do not fit
Or match, my life is a mistification
As I am valuablue only in connection
With the only person I could look up to
If you have not noticed
I meant you

Incomplete

sobota, 3 Kwiecień 2010

Niezdrowo tak tęsknić. Niezdrowo się do tego przyznawać przed internetową bracią, a mimo wszystko to robię. Dlaczego? Bo ostatnio widziałem moją lubą  niespełna 24 godziny temu, a już czuję się jakbym gwałtownie odstawił jakąś silnie uzależniającą substancję. Jakby część mnie oderwała się i uciekła poza widnokrąg. Moja percepcja tego uczucia odbiega jednak od standardu. Z jednej strony taki brak jest w oczywisty sposób dotkliwy. Z drugiej,  przetwarzam go na poezję i dzięki temu czuję się lepszy, silniejszy.

Często mówiłem o sobie, że moja wartość jest wprost proporcjonalna do wartości mojej twórczości pomnożonej przez częstotliwość jej powstawania. Czasem nadal tak sądzę. Usprawiedliwiam się jednak przed samym sobą, że plik w komputerze wypełniony garstką rymów przestał być głównym powiernikiem moich najgłębszych uczuć i lęków. Przyszła mi do głowy myśl, że wszystko jest kwestią świadomości. Że nie chodzi o to, żeby zamknąć to co czujesz w szczelnym pojemniku i odstawić na półkę. Sztuką jest przeżywać to w pełni, nie niszcząc się od środka.

Spuszczając na chwilę z tego patetycznego tonu, pragnę życzyć wszystkim, którzy tu zaglądają, radosnych chwil spędzonych w gronie najbliższych, a na najbliższe miesiące, jak najmniej niekonstruktywnej tęsknoty. ;)

(…) (3.4.2010)

Czy tęskniłeś kiedyś tak
Że słów by to opisać
Było Ci brak

Czy mierzyłeś się z samotnością
Mimo świadomości
Że już wygrałeś
Swój po szczęście pościg
Nie mów mi o miłości
Jeśli nie boli Cię rozłąka
Chociaż materialnie jestem tu
To mój umysł gdzieś się błąka

Błądzi gdzieś w jej okolicach
Szuka jej ciepłego lica
Bo choć wiem że jest
Brakuje dotyku pocałunku
Niby prosty gest
A daje pewność siebie
I poczucie że choć żyję
To jestem w niebie

Readapting to world’s misery

środa, 17 Marzec 2010

Jako że moja luba postanowiła mi dzisiaj pokazać, że poza nią jest na świecie coś jeszcze, poniższy wiersz nabrał nowego sensu. Pewnie faktycznie dostanę jakiś „szlaban”, po takim wstępie, ale skoro musi, to niech się odrobinę podenerwuje. ;) Dobrze się z nią godzić. Powstał inspirowany naszą rozmową o pantoflarzach, a bez jej wkładu skończyłby się pewnie na dwóch strofkach.

Pantoflarz (13.03.2010)

Choć to moja baba
To dała mi szlaban
Bo za dużo gadam

Choć lat mam już dużo
Ona wciąż powtarza
Że słowa mi nie służą

Choć nigdy nie byłem pantoflarzem
Robię tylko to
Co ona mi każe

Od rana się zastanawiam
Gdzie jest moja wina
Co to sprawia

Nigdy się nie dowiem
Chyba że mi powie
Co jej siedzi w głowie

Yet, a man

sobota, 13 Marzec 2010

Nie mam słów, ale to jak się czuję, mówi więcej niż którekolwiek z nich. Zostawiam Was z wierszem:

Weroniko (13.03.2010)

Nazwano Cię Nosicielką Zwycięstwa
Dlatego tak dumny jestem
Z duchowego pokrewieństwa
Nie chcę żadnym gestem
Zniszczyć tego co jest między nami
Bo choć świadomie nie umiem ranić
Nieświadomie robię to lepiej niż ktokolwiek
To nie powód do dumy nie napiszę o tym książek
Nie zapełni się tym muzyczny krążek

Wiem jednak że dopóki jesteś
Nie znam zła ani goryczy
Słyszę jak Twa dusza krzyczy
Chociaż cała reszta na nią głucha
Pozwól mi uważnie się w nią wsłuchać
A pokaże Ci to o czym oni czytać tylko mogą

Daj odpocząć pulsującym skroniom
Pozwól się spotkać naszym dłoniom
I spójrz mi głęboko w oczy
Żebym mógł Ci pokazać na nowo
Jak to jest we dwoje kroczyć
A gdy zmęczysz się już spojrzeniem
Daj mi znać westchnieniem

Not a man

niedziela, 7 Marzec 2010

Czas mija mi zbyt szybko. Na tyle szybko, że czuję się odczłowieczony Jakby esencją i sensem mojego życia był pęd. Podążanie za informacjami, które być może nieznacznie zwiększają moją wartość na rynku pracy, ale nie ubogacają mnie jako istoty ludzkiej.  Taki stan sprzyja mrocznym myślom, mroczne myśli zaś sprzyjają mrocznym wierszom:

(…) (7.3.2010)

Miałem kiedyś Anioła
Lecz go doglądać
Nie byłem w stanie zgoła

Byłem kiedyś kochany
Lecz stan ten
Niepielęgnowany
Zbyt łatwo się zmienia
Bo nie wystarczą westchnienia

Byłem kiedyś rozumny
Wierzyłem że rozsądek
Uchroni mnie od trumny

Byłem kiedyś gorliwy
Teraz jestem tylko chciwy
Wprawdzie nie na dobra materialne
A na doznania
Lecz to ciągle jest banalne

Miałem kiedyś nadzieję
Teraz w głos się z niej śmieję
Bo mrokiem jestem
Niczym więcej
Bez naiwności swej dziecięcej