W listopadzie 2009 zamieściłem tutaj wpis Semi-confession i choć trochę się w nim uzewnętrzniłem, to będzie to nic w porównaniu z tym co przeczytacie dzisiaj, tamte refleksje są naprawdę neutralne. Bodajże wczoraj znalazłem, proszę państwa, niepublikowany wiersz. Doskonale rozumiem czemu go nie opublikowałem. Jakkolwiek sztampowo to zabrzmi, nie jestem już tym samym człowiekiem. A że kiedyś lubiłem wypić za dużo to fakt tyleż wstydliwy co niezaprzeczalny.
Dowód rzeczowy nr 1:
Spowiedź (11.7.2009)
Nie umiem pić
Nie umiem palić
Umiem tylko pisać
I mistrzowsko się żalić
W tym sensie jestem alkoholikiem
Bo gdy słowa liche
Zostaje zaprzyjaźnić się z flaszką
Nikt jak ona nie wyśmiewa
Problemów z samoakceptacją
Łatwiej rozmawiać z kobietami
Gdy moc procentów
W żyłach gra mi
Co się tyczy facetów
Śmiać się łatwiej z nimi
Bo ile można narzekać
Powtarzać że mnie nic dobrego
W życiu nie czeka
Lecz linia jest cienka
Nie widzę jaki ma kolor
Dopóki się nie zarzygasz
Zgony nie bolą
Gorzej gdy ci których cenisz
Zmywać z ciebie muszą
Prawie przetrawioną wódkę z colą
Wtedy nie znajdujesz słów przeprosin
Złość na samego siebie
od środka cię roznosi
Z postanowieniem zaczynasz się nosić
By w końcu raz a dobrze
Powiedzieć dosyć

