Wczoraj zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno nie traktuję ludzi zbyt instrumentalnie. Doszedłem do wniosku, że mam pewne cechy socjopaty. Otóż mówię ludziom, że mi na nich zależy, czasem, że ich kocham i mam na myśli to co mówię. Czy jednak wiem co to naprawdę znaczy kochać kogoś i przejmować się nim? Tu zaczynają się schody. Do niedawna myślałem, że wiem co mówię. Czy aby na pewno?
Miłość prawdziwa, rodem z romansów lub ludzkich frazesów wszystko rozumie i wszystko wybacza. Ja potrafię z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że nie wszystko mi się podoba w osobach, które kocham (mówię tu o członkach rodziny). Czy zatem kocham je naprawdę? I idąc dalej, czy mam obowiązek wybaczać wszystko osobom, które kocham? Bo jeśli tak, to zaprawdę powiadam Wam, nigdy nie kochałem naprawdę, a zapewniając ludzi o swojej miłości, wykazałem się daleko posunięta hipokryzją. Część Was sądzi pewnie, że przyjmując tak ostre kryteria, ciężko będzie znaleźć osoby, które kiedykolwiek kogoś kochały. Dylematy tego rodzaju stanowią jednak obecnie większą część mojego życia duchowego.
Wszystkie te kwestie wskazują w jakiś stopniu na mój egoizm. Nie tylko dostosowuję definicje uczuć do swojego na nie spojrzenia, ale też otwarcie, iż postrzegam ludzi w kategoriach przydatności do swoich celów. A czy te cele wynikają z mojego widzimisię czy też z bardziej altruistycznych pobudek to kwestia drugorzędna. Czy to wszystko potęguje moje zadufanie w sobie czy jest wyrazem szczerości, na którą innych zwykle nie stać (, a przynajmniej nie w takich ilościach i natężeniu)?
Dzisiaj zatem wiersz, który w moim odczuciu, koresponduje z tymi skąd inąd posępnymi rozmyśleniami:
Pytanie upadłego wieszcza (18.1.2007)
Uwierzyłem że mogę wykreować własny świat
Nie chodzi tu o raj bez wad
lecz raczej o mój mikrokosmos
Z dala od dyfuzji czy iluzji innych osmoz
Świat z liter gdzie każdy będzie szczęśliwy
bo w swej prostocie miał on być prawdziwy
Ale cóż za dziwy
Ludzie mówią że umysł mój leniwy
Duch jest zbytnio tkliwy
i byle czym się wzrusza
Ja powiadam uczuć susza
Co raz mniej człowieka w człowieku
Proporcje zachwiane
Znowu budzą mnie te niespokojne myśli nad ranem
Czy jeszcze kiedyś będzie mi dane
Zanegować sens materii
Wrócić do źródła
Tak bym mógł określić swój cel
Bez pudła

